Translate

Poznajmy się :)

środa, 6 grudnia 2017

Oddech

Nasze drogi się splotły

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   



    Oskar, my powinniśmy niedługo o nas porozmawiać, napisał do mnie Marvin pewnego popołudnia. Nasza historia trwa już pół roku. Wiem, że musimy porozmawiać i tak mu odpisałem. Dodałem, że oboje jesteśmy już tym zmęczeni. Bo tak jest. Początki były piękne. Oboje byliśmy radośni, pełni wiary w coś nowego, chociaż nie do końca nam znanego. Oboje nie myśleliśmy wiele.  Cieszyliśmy się sobą. Tym co jest. Ten czas nas odmienił. Okazało się, że życie ma przed nami jeszcze wiele możliwości, jeszcze wiele nieznanego i chwil, które mogą dawać radość.
Z czasem zawitała do nas rzeczywistość. Uśmiechy zniknęły nam z ust. Więcej rozmów, więcej wątpliwości, więcej strachu. Marvin odpisał, że jeśli nie zamierzam odejść od Biga, to w sumie nie musimy się spotykać i o tym rozmawiać, sprawa jest oczywista. Tak, nie chcę odejść.
Chociaż to wszystko staję się dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiałe. Oboje damy szanse naszym związkom.
      Kiedyś Marvin powiedział do mnie, że to, że się poznaliśmy, to nie przypadek. To musi być przeznaczenie. On jest tego pewien, tym bardziej, że oboje poznaliśmy się w podobnych dla siebie sytuacjach. Samotni w wieloletnich związkach. Pozbawieni wiary w zmianę, apatyczni, bez perspektyw na przyszłość.
      Ja również lubię wierzyć w przeznaczenie. Lubię wierzyć w to, że wszystko ma jakiś swój sens i nic nie dzieje się bez przyczyny. Po co więc nasze drogi się splotły?
Tylko po to, by wyrwać nas na chwilę z życia i dać trochę radości, czy też, by czegoś nas nauczyć?


    Oskarku, jak ja cię kurwa kocham! Ela krzyczy do słuchawki. Zostawiłem jej wiadomość głosową, zaraz po tym, jak napisała do mnie, że jest zdołowana. Boi się powrotu do kraju i tego, że jest sama. Boi się, nie wie czy robi dobrze, umawiając się z jednym typem tylko dla rozrywki. Oboje są tego świadomi, że romans potrwa tylko do czasu jej wyjazdu. Ela boi się, że ktoś pomyśli o niej źle, że nie wypada.
     Nie ma sensu się ukrywać,warto być świadomym siebie. Świadomym siebie pod tym względem, że to co robisz,  robisz ty, i ty będzie za to odpowiadać i ponosić tego konsekwencje. Albo czerpać zyski. Innych zostaw w spokoju, niech patrzą. Gadać i tak będą, czy pójdziesz w lewo czy w prawo, będą mówić, ale to niczego nie zmieni. Ludziom i tak się nie przypodobasz. Warto robić swoje tak, byśmy my byli szczęśliwi. Tym nie krzywdzisz nikogo. Ty jesteś dorosła. On jest dorosły. Chcecie tego, daje wam to radość, dlaczego odmawiać sobie szczęścia?

    Czułem się pusty i bez chęci nawet do porannego wstawania. A jednak trzeba przecież funkcjonować. Postanowiłem spontanicznie wybrać się do Polski. Pomyślałem sobie, że kontakt z rodziną dobrze mi zrobi.

    Gdy wylądowałem w Gdańsku, z otwartymi ramionami przywitała mnie Ola. Od momentu gdy ponad rok temu po raz pierwszy do mnie napisała, bardzo się zżyliśmy. (link)
Zaledwie 161 cm wzrostu, a jaki wielki człowiek z ogromną dawką ciepła i przyjaźni.
Jesteśmy podobni. Podobnie zwariowani, podobnie ironiczni, ale też stawiamy na to, by iść do przodu, nie oceniać. Po prostu iść, a może nawet lecieć...?

   Czas w Polsce był czasem spokoju, czasem dla rodziny. A moja rodzinka z roku na rok się powiększa o kolejne uśmiechy szczęścia. A ja znowu jestem szczęśliwym wujkiem.






sobota, 2 grudnia 2017

Światowy dzień AIDS

Zdjęcie: źródło



To warto wiedzieć o HIV

Zakażenie HIV oznacza, że w organizmie człowieka znajduje się wirus nabytego niedoboru (upośledzenia) odporności. Wirus mnoży się i niszczy układ odpornościowy zakażonej osoby, który po pewnym czasie przestaje chronić organizm przed chorobami. Zakażenie HIV nie daje charakterystycznych objawów. Jeśli nie zrobi się testu diagnostycznego można nawet przez 10-12 lat nie wiedzieć o tym, że uległo się zakażeniu. Osoba, która nie wie, że żyje z HIV, może zachorować na AIDS. Może też zakażać innych.
(źródło)

To warto wiedzieć o AIDS
Nieleczone zakażenie HIV prowadzi do rozwoju AIDS, czyli zespołu nabytego niedoboru (upośledzenia) odporności. AIDS to końcowy etap NIELECZONEGO zakażenia HIV. To zespół chorób atakujących osoby zakażone HIV. Zaliczamy do niego różne infekcje i typy nowotworów. AIDS występuje po wielu latach trwania infekcji HIV u osób, które o swoim zakażeniu nie wiedzą. Osoby, które wiedzą o swoim zakażeniu objęte są nowoczesną terapią antyretrowirusową, która zapobiega wystąpieniu AIDS. Warto się testować!
(źródło)

Dlaczego warto zrobić test na HIV?
Dzięki regularnie przyjmowanym lekom osoby zakażone HIV mogą żyć podobnie długo, jak ludzie niezakażeni, mogą też prowadzić podobny tryb życia, mieć dzieci, pracować. Osoba, która wie, że jest zakażona HIV, ma szansę zadbać o zdrowie swoje i swoich bliskich, uchronić się przed rozwinięciem pełnoobjawowego AIDS.
Jeśli przyszli rodzice wiedzą o zakażeniu, mogą uchronić przed nim dziecko. Od kilku lat obowiązują przepisy, zgodnie z którymi lekarz ginekolog ma obowiązek zaproponować pacjentce będącej w ciąży dwukrotne badanie w kierunku HIV. Dla kobiet korzystających z opieki finansowanej przez NFZ jest ono bezpłatne. Przyszły tata może wykonać test bezpłatnie i anonimowo w punkcie konsultacyjno-diagnostycznym (PKD).
(źródło)

Gdzie i jak wykonuje się test diagnostyczny?
Gdzie warto zrobić test?
Test, bezpłatnie, bez skierowania i anonimowo, można zrobić w jednym z punktów konsultacyjno-diagnostycznych (PKD).
Badając się w punkcie konsultacyjno-diagnostycznym zachowujesz anonimowość. Nie musisz podawać swojego imienia i nazwiska, czy innych danych, ani przedstawiać żadnych dokumentów. Trzeba być jednak osobą pełnoletnią. W PKD można porozmawiać z doradcą, który pomoże ustalić, czy rzeczywiście wystąpiło ryzyko zakażenia i potrzebne jest badanie. Doradca odpowie też na pytania dotyczące HIV i AIDS oraz innych chorób przenoszonych drogą płciową.
(źródło)

Jak wykonuje się test diagnostyczny?
Sam test (tak zwany test przesiewowy) polega na pobraniu niewielkiej ilości krwi, w której poszukuje się antygenu wirusa i przeciwciał skierowanych przeciw wirusowi. Krew jest pobierana przez pielęgniarkę zawsze przy użyciu sterylnych, jednorazowych igieł i strzykawek. Nie trzeba być na czczo. Wynik jest gotowy do odebrania – w zależności od punktu – nazajutrz lub po kilku dniach.
(źródło)


Przeczytaj również :
HIV-życia z plusem

*Tekst, oraz zamieszczone zdjęcie nie są własnością autora. Do każdego tekstu, zdjęcia umieszczone są linki do tekstu, zdjęcia właściwego.

wtorek, 14 listopada 2017

Coś na luz!

Joint

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania




-To gdzie chcesz jechać Zandvoort czy Amsterdam ?
Ela wpatrzona w przednią szybę w końcu odpowiada.
-A nie możemy do dwóch miejsc pojechać?
-Możemy się nie wyrobić. Szybko robi się ciemno- odpowiada Big.
-Ela, Zandvoort jest małą mieścinką i poza morzem nie ma nic, a pogoda raczej nie sprzyja. Pojedźmy do Amsterdamu!- odpowiadam.
  Tak też uczyniliśmy. Big za kierownicą kierował się na Amsterdam,  Ela na miejscu pasażera, wpatrzona na widoki  ja z tyłu i po dziesięciu minutach jazdy już drzemałem. Jestem najgorszym towarzyszem do jazdy. Nic mnie tak nie usypia jak jazda samochodem.

      Po niespełna czterech godzinach jazdy zostawiliśmy samochód w bezpiecznym miejscu i ruszyliśmy  w stronę centrum.

     W Amsterdamie po raz pierwszy byłem około trzy lata temu. Od tamtej pory pokochałem to miasto. Nie tylko ze względu na liberalność i tolerancje ale za architekturę. Pomijając główne zabytki stolicy Holandii ( unikam głównych miejsc i tłumy turystów) miasto zauroczyło mnie wąskimi chodnikami, kanałami wodnymi czy też wspaniały kamienicami. Nie bez powodu miasto jest też potocznie nazywane Wenecją północy!

     Celem naszej wyprawy nie było zaliczenie większości zabytkowych punktów na mapie, ale bardziej oderwanie się od codzienności, pracy i spędzenie czasu w zupełnie innym miejscu.
Ela obiecała mi, że zapali ze mną jointa. Tak więc gdy szliśmy Dzielnicą czerwonych latarni co chwile mijaliśmy, zatłoczone bary, czy małe kawiarnie, gdzie bez problemu i całkiem legalnie można nabyć marihuane.
Za każdym razem widok ludzi pijących Colę, kawę i palących skręty jest zdumiewający.  Wszystko odbywa się w sposób normalny i dla mieszkańców codzienny.
     Wszedłem z Bigem do środka, Ela na zewnątrz paliła swoje mentolowe Marlboro, a my zastanawialiśmy się czy wziąć jointa ; mocnego, średniego czy słabego.
Obstawiałem na co najmniej średniego, Big upierał się bym wziął słabego, gdyż dla Eli miał to być pierwszy raz.

   No i był słaby, słaby a zarazem na tyle mocny bo zwalić mnie z nóg za pierwszym zaciągnięciem się ! -ale po kolei !
 
   Zeszliśmy z głównej drogi, usiedliśmy na krawężniku pod kamienicą i rozpoczęcie tej imprezy należało do mnie! Big oczywiście nie palił -prowadził samochód.
Zaciągnąłem się i zaraz po tym jak bym rozszedł mi się po płucach, w głowie mi zawirowało, a nogi zrobiły się jak z waty.
-Muszę muszę się oprzeć- mówię
-Takie mocne ?-pyta Big
-Słuchajcie nie dam rady wstać-wybuchnąłem śmiechem- musimy tu chwile posiedzieć.
Oparty o ścianę z Elą siedzącą obok wypaliliśmy połowę.
-Na razie wystarczy -odparłem  i po kilku minutach zebraliśmy się by iść dalej.

    Po drodze, gdy zwiedzaliśmy, a raczej pokazywaliśmy Eli miasto. Zaliczyliśmy pizzerię i sklep z własnoręcznie robionymi słodyczami.  (Ktoś, kto już kiedyś palił jointy, wie o czym mówię)
 
   Należę do osób, które nawet bez wspomagaczy potrafią się dobrze bawić i śmiać do rozpuku, to wyobraźcie sobie co działo się zemną w ten pochmurny ale w miarę ciepły dzień w Amsterdamie.
Ela na siłę próbowała zachować powagę idąc z Bigem zostawiając mnie około dwóch metrów z tyłu.
Tym czasem ja nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Mam bujną wyobraźnię co jeszcze potęgowało efekt śmiechu. Nie broniłem się przed tym. Naszym celem był relaks. Byłem  w miejscu gdzie 90% turystów własnie po to tu przyjechało. Nie miałem ochoty się powstrzymywać. Śmiałem się aż do bólu szczęki!

   Pomijając wszystko inne, zwyczajnie potrzebowałem resetu. Chciałem odpocząć, zapomnieć o tym wszystkim co zostawiłem za sobą w Niemczech. Przynajmniej na ten jeden dzień.

  Drugą część, spaliliśmy w drodze, na parkingu przy granicy. Odwieźliśmy Elę do domu i sami pojechaliśmy do siebie.

    Dzień zaliczony do udanych!


niedziela, 5 listopada 2017

Nikt tylko ty...

Charles Bukowski


Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania


Nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam.
raz po raz będziesz lądował
w prawie niemożliwych
sytuacjach.
tamci raz po raz będą próbowali
podstępem, ukradkiem i
siłą
zmusić cię, żebyś uległ, dał za wygraną i (lub) po cichu umarł
w sobie.

nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
i niewiele trzeba, żeby ci się to nie udało,
całkiem niewiele
ale śpiesz się, śpiesz się, śpiesz.
po prostu ich obserwuj.
słuchaj co mówią.
tym właśnie chcesz być?
istotą bez umysłu i serca?
chcesz jeszcze przed śmiercią
zaznać śmierci?

nikt nie może cię uratować, tylko
ty sam
a wart jesteś uratowania.
niełatwo będzie zwyciężyć w twojej wojnie
ale jeśli w ogóle coś warto wygrać
to właśnie ją.
pomyśl o tym.
pomyśl, jak siebie uratować.
siebie z ducha.
siebie z brzucha.
śpiewającego, magicznego
pięknego siebie.
uratuj go.
nie wstępuj do klubu martwych duchem.

pielęgnuj siebie
z humorem i gracją
a w końcu
jeżeli zajdzie potrzeba
rzuć własne życie na szalę
i mniejsza o to, jakie masz szanse, mniejsza o
cenę.

tylko ty sam możesz się
uratować

zrób to! zrób!

a wtedy dokładnie zrozumiesz, o czym
mówię.

***
 Z C. Bukowskim "spotkałem się" po raz pierwszy w książce Matthew Qiuck "Wszystko co kochasz". Książką godna polecenia, tak samo jak twórczość C. Bukowskiego.

     Ten wiersz podoba mi się na tyle, bo jest o tym co ja sam przedstawiam na moim blogu.
Bądź sobą! cena nie gra roli. Być może nie dziś, czy jutro, ale nie zagrzebuj siebie!
Życie mamy tylko jedno, a każdy z nas ma swoje.
    Nie powinniśmy przywiązywać uwagi, do tego co mówią o nas inni. Zawsze będę mówić, czy pójdziesz w lewo, czy w prawo, czy też prosto. Znajdą się tacy, którzy będą każdy Twój krok krytykować. Tylko dlatego bo sami są zakorzenieni. Oczywiście łatwo jest się śmiać, gdy ktoś w drodze do swego szczęścia się potknie, oczywiście, że łatwo bo gdy stoi się w miejscu, nie możesz się potknąć. Ale czy w życiu warto stać w miejscu ?- NIE!
     Bądź tym, który idzie, bądź tym, ale dla siebie. Po drodze możesz podać dłoń innym...
Aczkolwiek sami musimy przejść przez nasze życie, nawet jeśli mamy kogoś z kim żyjemy. Co z tego, że ktoś poklepie Cię po ramieniu i powie "będzie dobrze" ? Sam możesz to sobie powiedzieć "będzie dobrze".
     Możesz być z kimś, kogo kochasz i z kimś kto kocha Ciebie, ale w istocie i tak jesteś sam. Sam w swoich myślach, sam w decyzjach, które musisz podjąć i sam w swoich emocjach.

Jednakże, inni też są ważni. Rodzina, przyjaciele, partnerzy. Ale ważny jesteś, też TY.






Wiersz skopiowany ze strony---> W zaciszu biblioteki

piątek, 27 października 2017

Geja na sex?

Granica wieku

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania





-Masakra kurwa, starzejmy się! - Powiedział głos w telefonie.
-Robert, może byś zaczął od odśpiewania STO LAT,  HAPPY BIRTHDAY TO YOU  czy też ZUM GEBURTSTAG VIEL GLÜCK. Masz trzy możliwości, taki poliglota z ciebie, a ty mi o starzeniu krzyczysz w moje urodziny!? Ale mimo wszystko dziękuję. - Odpowiadam ironicznie, udając obrażonego.
-Oskar, sorry oczywiście. Wszystkiego najlepszego, dużo miłości ...- przerywając mu odpowiadam
-Ok, ok wystarczy. Co się stało ? - Ewidentnie coś jest na rzeczy, myślę sobie.
- Starzejemy się, rozumiesz ? -nie dając mi możliwości odpowiedzi kontynuując  -  Zaraz nikt nas nie będzie chciał, rozumiesz ?
- Yyyy... zaczynam się gubić.
- Chodzi o to, że ostatnio chciałem zabawić się w seks kamerkę. Siedzę wygodnie na łóżku, ubrany w same jenasy, kamerka ustawiona od brody do pasa. Typki zaczepiają , gadka jak zawsze, aż do momentu gdy pytają o wiek.- zamilkł
- No i ?
- No właśnie, pisze im, że 30 lat mam i wiesz co sie potem dzieje?
-No nie, ale pewnie mi powiesz...
-Czarny obraz.
-Jak czarny ?
- No czarny. Bardzo czarny. Nie wiesz jak wygląda czarny kolor? Rozłączają się rozumiesz?
-Serio ? A może straciłeś zasięg ?
- Kurwa Oskar! Tak miałem chyba z pięć razy. Następnym razem pisałem, że mam 28 lat i nikt już nie uciekał.

    Rozbawił mnie do łez. Aczkolwiek potem naszła mnie myśl, że coś w tym jest.  Już kiedyś o tym wspominałem na blogu. Nie mam problemu z moim wiekiem. Jestem o rok starszy od Roberta. Mam jebane 31 lat a podobno wyglądam na 27 / 28 lat :) Myślę, że to sprawa genów no i smaruję od roku ryj kremami czy olejkami (Olu, dzięki za "przeciwstarzeniowo-odżywczy olejek do twarzy)
Kiedyś Maria Czubaszek powiedziała, że każda kobieta powinna w pewnym wieku ustalić ile ma lat i już się tego trzymać. Myślę, że podobnie może być z nami; gejami. Ja tak zrobiłem gdy miałem 27 lat. Ten wiek wydawał mi się idealny. Gdy lata mijały ja mówiłem, że świętuję 27 urodziny część 1, 2...  itd.

   Czy faktycznie istnieje jakaś granica, w której gej idzie na emeryturę ?
Brzmi absurdalnie, ale jeden z moich, znajomych, nawet nikt bliski, powiedział, że jak aktyw dojrzewa to jest to seksowne, ale gorzej mają pasywni. Im wiek nie służy. Więc niby wiek jest po mojej stronie. Mogę leżakować jak wino.
Aczkolwiek jestem przekonany, że taki schemat leży u ludzi, którzy szukają zabawy. Bo przecież w miłości, nie chodzi o wiek. Kocha się pomimo upływu lat.
Jeśli chleb ma tylko pięknie wypieczoną skórkę, a w środku jest niedopieczony to i tak do niczego się nie nadaje. Więc Panowie pamiętajmy! Jak ja to mówię, fajnie jest popatrzeć na fajne ciałko, ale fajnie jest też porozmawiać!

     Kilka dni po rozmowie z przyjacielem, założyłem sobie profil na GAY ROMEO. Oficjalny, mój.
Dwa zdjęcia. Jedno portretowe z rąsi selfie, a drugie przedstawiające całą sylwetkę z siłowni. Napisałem, też prawidłowy rok urodzenia; 1986.
Zrobiłem to dla zabawy, z nudów.
Już po kilku minutach od założenia profilu sypnęło się kilka wiadomości, a wieczorem było ich jeszcze więcej.
Każda z nich to propozycja poznania się, niektóre z nich bezpośrednie, czyli pytanie o sex randki.
Okazało się, że w okolicy jest wiele fajnych gejów. Znalazłem dwóch sąsiadów. Trzech znajomych, w tym Zahir ( link), który wysłał do mnie krótką wiadomość " Oskar! co ty tu robisz?"
No cóż, nic nie robię , jestem sobie, i tak też mu odpisałem. Mój cel był nie określony, w sumie nie miałem celu...

     Napisał do mnie facet po 40-stce. Wysłał zdjęcia bez górnej części garderoby oraz zdjęcie portretowe.  Zawsze odpisywałem "sorry nie umawiam się na spotkania" i każdemu to wystarczało. Jemu nie! Zareagował dość agresywnie, wmawiając mi, że nie podoba mi się jego twarz i powinienem być z nim szczery i stąd moja niechęć na spotkanie!
Na szczęście znalazłem -ustawienia, i wybrałem opcje - zablokuj użytkownika.
Kolejnym kandydatem był, młodzieniec- UWAGA- 15 letni chłopaczek, który chciał dogodzić mi swoimi ustami. No cóż! Wujek Oskar lubi dzieci ale nie w tym kontekście. Ponownie -ustawienia- opcje-zablokuj użytkownika.
Przyznam się, że wirtualny świat nawet mi się spodobał. Podbudowałem swoje próżne ego i tyle.
Znalazło się kilka osób z którymi przyjemnie było wymienić się wiadomościami i naprawdę miło się rozmawiało.
Tak czy inaczej wirtualne randki to jak na razie świat nie dla mnie. Nie teraz.



niedziela, 15 października 2017

Cisza

Chwila

jesień, ksiązki cytaty
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
    




     Piękna słoneczna, można by rzec, letnia pogoda.
Wyszedłem z domu by pójść do parku, i zabrałem ze sobą książkę M.Quick'a "Wszystko co wyjątkowe".
Usiadłem na tej samej ławce co zawsze i w przeciągu godziny przeczytałem ostatnie strony książki jakie mi zostały.
Wracając postanowiłem pospacerować jeszcze alejkami. Zbyt pięknie by siedzieć w domu.
Co jakiś czas zatrzymywałem się w miejscach, w których przez korony drzew przebijało słońce.
Wystawiałem twarz i ogrzewałem się promieniami ciepła.
Starałem się nie myśleć o niczym. Uciszyć swój wewnętrzny głos.

    Aczkolwiek po chwili naszła mnie myśl.
Wyobraziłem sobie, że ktoś stoi tu zemną, ktoś dla mnie ważny.
Chcę żeby tak samo jak i ja wystawił twarz ku słońcu.
-To słońce świeci tylko dla mnie i dla ciebie- mówię
- Tylko dla nas ?
-Tak.
-Dla innych nie ?
-Wiesz ile słońce ma promieni ?-pytam.
-Nie, a ty wiesz?
-Wiem.
-To ile ?
-Wystarczająco.

sobota, 7 października 2017

Jesteś wolny

Nic chyba się między nami nie zmieni


Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



    Ten liść pasuje do ciebie, powiedział do mnie, gdy spacerowaliśmy w parku, a ja ten liść podniosłem z ziemi. Lubię jesień. Szliśmy dalej, rozmawiając o niczym i o wszystkim, jak zawsze.
Ostatnio mniej się widujemy. Nawet wypomniał mi w jednej wiadomości. Musimy się częściej spotykać, tak  napisał do mnie, gdy był jeszcze w pracy.

     No cóż, jakoś tak się stało. Nie zawsze miałem czas, chociaż on go zawsze dla mnie miał. Nie zawsze miałem ochotę, chociaż on ją zawsze dla mnie miał. Ostatnio bywało różnie.
Pewnego wieczoru zaskoczył mnie wiadomością. Może nie przez przypadek zaczytany byłem w książce "Najgorszy człowiek na świecie". Leżałem na szezlongu przykryty kocem, gdy dźwięk  w telefonie oznajmił mi, że mam wiadomość. Krótkie HI, przeprasza już na wstępie ale on ma pytanie, co dalej z nami? Zostajemy razem, czy chcesz się rozstać ? Napisał, że musi teraz to wiedzieć, on musi coś zdecydować, stąd to pytanie, a odpowiedzi się boi, ale pytanie zadać musi, tłumaczył dalej.

      A ja znowu nie mogłem odpowiedzieć nic, czego on już nie wie. Nic nowego mu nie powiem.
Ja wiem, że jest mu ciężko, ale komu nie jest? Zbyt wiele między nami przeszkód, uczuć. Zbyt wiele nas dzieli i zbyt wiele już połączyło.
 Nie mogę teraz dać Ci nic więcej niż otrzymujesz, choć bardzo mi przykro. Pomyśl o sobie, zadbaj o siebie. Nie będę przeszkadzał, nie będę już dla Ciebie, zniknę. Ale to znowu nic nowego, wiedział o tym, już o tym rozmawialiśmy, nie raz, nie dwa. Wiedział.

    Jestem wolny, próbuje mi uświadomić, życząc szczęścia i bym nie martwił się o niego, gdyż był świadom. Ironizował dalej, raz człowiek wygrywa raz nie. Jesteś wolny, możesz świętować, powtarzał. Winny jestem  sam, bo sytuacja w której się znalazłem,tak mnie nie męczy jak to, że naprawdę, że Cię kocham.
A ja szampana nie otwierałem, zamiast konfetti leciały łzy. Wcale nie jestem wolny, wcale nie czuje nagłego przypływu szczęścia. Ale to już  obojętne, odpisał. Nie było obojętne.

    Minęło kilka dni, takich zwykłych. Praca, dom, książka. Sen.
Od słowa do słowa, wysłał mi obrazek. Kubek kawy z napisem. Ponownie widzenie się sprawia przyjemność. Odpisałem, że kupię ciasto i wpadnę.
Co zrobić? Przytulić mocno, lekko?
No i nie wiedzieliśmy co zrobić. Jak przytulić, co zrobić gdy nasze spojrzenia się odnalazły, a twarze były w promieniu ust?
Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, no i poszedłem. Ale najpierw...  pocałował mnie. Lekko.W usta. Przytuliłem go. Mocno.

    I znowu, tym razem ja zapytałem, czy możemy porozmawiać. Standardowo, czy znajdzie dla mnie czas.
Tak być nie może. Dryfujemy zepsutą tratwą, odbijając się o brzeg, a nikt z nas nie chce się ewakuować. Musiałem mu powiedzieć osobiście, bo kiedyś mu obiecałem, że takich spraw przez telefon załatwiać nie będę.

    Drżałem, nie z zimna, ze strachu. Siedziałem na ławce i cały drżałem. Przyszedł, przywitał się i poprosił bym nie zwlekał. No cóż, mówiłem. Słowo po słowie, starając się każde wyważyć skrupulatnie, by nimi go nie zranić. Ale one i tak go bolały. Było widać. Szkliste oczy, zaciśnięte usta.

     Nie mogłem nic zrobić. Czy go kocham ? A co znaczy, kurwa, kogoś kochać ? Nie wiem.
Nie chcę go ranić. Teraz i tu nie będzie ze mną szczęśliwy.
Było tak nieprzyjemnie, że chciałem wstać i wrócić do domu. Ale nie mogłem, to ja go tu ściągnąłem, to on miał prawo pierwszy odejść. On miał prawo mnie zostawić na tej ławce, pozostawiając też po sobie chłód spojrzenia.
Zostaliśmy jeszcze chwilę. Rozmawialiśmy. Nic chyba się między nami nie zmieni. Ale przynajmniej wie.

    To jeszcze nie jest koniec, to ty tu rozdajesz karty, powiedziała moja przyjaciółka. Super pomyślałem, mam asa w rękawie, mam pokera królewskiego w pikach, powinienem czuć się zajebiście. Ale niechcący nas zraniłem. My zraniliśmy się nawzajem. To nie jestem miłe uczucie, ono boli. Choć rany się zabliźnią, blizna zostanie. To ty rozdajesz te smutne karty, powiedziała.



Poprzednie powiązane posty:
Cz1
Cz2
Cz3
Cz4
Cz5

sobota, 23 września 2017

Hejt

Samotność

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   


     Kacper 14 letni samobójca. Takie informacje od pewnego czasu pojawiają się w mediach.
Mówią, że był ofiarą "hejtu" rówieśników w szkole. Ta sytuacja przypomina tą sprzed dwóch lat, gdy mówiło się o Dominiku również 14 latku, który odebrał sobie życie.(SAMOTNOŚĆ-mogło być inaczej )

    Lewicowe media rozpisują się, że Kacper, był gejem i stąd spotkał się z brakiem tolerancji w swoim środowisku. Piszą o homofobii i kompletnym braku przygotowania szkół na takiego rodzaju sytuacje. Prawicowe media piszą natomiast, że nie ma dowodów na hejt, i czy faktycznie młody chłopiec był gejem.

    Prawda jednak jest taka, że to czy Kacper był gejem, czy nie, tak naprawdę nie ma kompletnego znaczenia. To był młody chłopak, który widocznie nie potrafił odnaleźć się w tym świecie. To był młody chłopak, który miał problemy, a nikt nie potrafił mu pomóc.  To był młody chłopak, który , jak mówią media, był kolejną ofiarą przemocy i braku tolerancji w szkole.

    Orientacja seksualna jest jedną z częstych przyczyn prześladowań. Podobnie jak ubóstwo, otyłość, czy jakiekolwiek inne czynniki zewnętrzne, które wyróżniają się z większego grona. W tych czasach nie można się wyróżniać. Nie można być delikatniejszym czy wrażliwszym.
Nie trudno się nie zgodzić, że szkoły są kompletnie nieprzygotowane pod względem pedagogicznym. Dzisiejsze czasy, osoby publiczne, które są często wzorem dla młodzieży odbiegają od norm obyczajowych oraz ogólnego szacunku.
Nie okazuj uczuć, bo to wstyd, nie bądź wrażliwy, bo Cię zranią. Musisz mieć modny ciuch, czy gadżet, bo inaczej odstępujesz od reszty.

    Jak już kiedyś wspomniałem CZŁOWIEK, CZŁOWIEKOWI OBCY .
Warto rozpatrzeć też,  stronę oprawców. Oni są w jakimś stopniu skrzywdzeni. Ci, którzy krzywdzą, również potrzebują wsparcia i pomocy. Nikt widocznie ich nie nauczył szacunku, miłości, albo sami wcześniej padli ofiarami przemocy.

   Wielokrotnie na swoim blogu wspominam o tym, że warto być sobą. Być silnym i świadomym siebie człowiekiem. Nie chodzi mi o to by być zarozumiałym i zakochanym w sobie cynikiem. Chodzi o to, by być pewnym siebie i wiedzieć kim się jest. Znać swoją wartość, by nikt nie mógł poprzez słowa, przemoc nam tej wartości odebrać.
Nikt nie ma prawa nam ubliżać, nikt nie ma prawa nas dyskryminować z powodu orientacji seksualnej.
Może nie zmienimy wszystkich ludzi, może nie nauczymy ich empatii, ale może staniem się odporni na zadane nam ciosy, a kto wie czy nie staniemy się przykładem dla innych, słabszych.


JESTEŚ OFIARĄ HOMOFOBII
Tu znajdziesz pomoc: pomoc psychologiczna


Polecam do przeczytania:

KOCHAJ SIEBIE-ukryj siebie za maską
MOTYWACJA-MOJE JA!- bądźmy sobą, bo wszyscy inni są już zajęci
MOTYWACJA-LUBISZ BYĆ NIESZCZĘŚLIWY?-ocknąłem się.


niedziela, 17 września 2017

Samotność

Zaślepienie

gej opowiadania gej blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Bo nie wystarczy tylko patrzeć, 

Bo nie wystarczy tylko czekać. 
Samotność boli i płonie serce, 
I coraz szybciej czas ucieka. "
(Shazza-Pomóż)


      Moja przyjaciółka Ela postanowiła, że po prawie ośmiu latach pobyty w Niemczech wraca na stałe do Polski. Powód jest taki, że tu czuje się samotna. Fakt, że jest już po trzydziestce  wciąż nie ma partnera.

     Zastanawiam się jak to jest z tą samotnością? Robert nie potrafi ułożyć sobie z nikim życia, mój znajomy Zahir drugi raz rozstał się z swoim facetem i tym razem chyba definitywnie.
Ale przecież można, być w związku i czuć się samotnym. Ja tak czasem mam. Paradoksalnie.
Muszę przyznać, że chociaż zawsze zależało mi na tym,  by otaczać się ludźmi, to partnerstwo nie było jakimś wykładnikiem.
Lubię swoją samotność a w ostatnim czasie brakuje mi jej jeszcze bardziej. Stąd też, często uciekam od towarzystwa w miejsca gdzie jestem sam sobie.
Z tego co pamiętam, sięgając wstecz, zawsze tak było, już od najmłodszych lat.

     Ela wraca do ojczyzny z myślą, że tam kogoś pozna i uda jej się stworzyć rodzinę. Robert jakoś swoją samotnością się nie przejmuje, Zahir podobnie. Myślę, że jako singel również nie czuł bym się źle. Będąc w związku również ciepła można nie zaznać a więc na siłę szukać " drugie połówki" bo raźniej ?

    Czy nie lepiej byłoby samemu uczynić się szczęśliwym człowiekiem, a przez to człowiekiem interesującym? Stać się kimś, kto ma pasje, hobby. Kimś, kto dobrze czuje się sam w swoim towarzystwie?


     Efektem obsesyjnego szukania drugie połówki nie jest przypadkiem problem z samym sobą ?
Czy ludzie szukają  partnera z powodów egoistycznych ?
Często słyszymy " nie mogę żyć bez niego", " bez niego to już nic tak samo nie wygląda" itd.
Jakby tylko życie " we dwójkę" miało sens, a życie w pojedynkę w ogóle nie było być pełnym życiem.

     Zgadzam się, że miło jest z kimś dzielić chwile radosne a jeszcze milej jest, gdy jest ktoś w chwilach cierpienia nas przytuli, czy powie abyśmy się nie martwili, bo on jest z nami.
Tylko, czy zaślepieni pogonią za miłością nie gubimy życia, które nawet w pojedynkę może być piękne ?



piątek, 8 września 2017

Krypto-gej

Wychowywał się na konserwatywnej "polskiej wsi".Czy muszę mówić więcej ?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   



     Kilka dni temu zadzwonił do mnie mój znajomy z Polski. Zwyczajnie chciał pogadać.
Mariusz jest 29 letnim gejem. Obecnie mieszka w Poznaniu. Przeprowadził się tam ze względu na studia. Pochodzi z małej miejscowości z Województwa Wielkopolskiego.
Mateusza poznałem  około dwanaście lat temu.

     Poznaliśmy się na jednym z portali randkowych dla gejów. Miło nam się rozmawiało i od razu przeszliśmy na tryb przyjacielski. W tamtym czasie tematem przewodnim rozmów był nasz homoseksualizm.  Ja byłem na takim etapie, że wiedziałem kim jestem i akceptowałem to. Zresztą mój homoseksualizm nigdy mi nie przeszkadzał i nie był źródłem problemów. Z Mariuszem było natomiast inaczej. Chociaż oboje pochodzimy z małej miejscowości to jednak jego strach przed byciem gejem był mocno zakorzeniony.

Co ludzie powiedzą ? Przecież tak nie da się żyć ?  Rodzina nie zaakceptuje geja, jak im to powiedzieć ?
Padały te i masę innych pytań.
Myślę, że większość z nas ma podobne wątpliwości w okresie dojrzewania.
Problem moim zdaniem jest wtedy, kiedy z odpowiedzią na podobne pytania nie radzimy sobie, gdy jesteśmy już dorośli.

    Jak już wspomniałem, zaakceptowałem to kim jestem bez większego problemu. Mieszkałem wtedy w małej miejscowości, gdzie każdy sąsiad każdego znał. Gdy uświadomiłem sobie, że jestem gejem oraz to, że różnię się od moich rówieśników, zdecydowałem się zmienić moje życie.
    Zdałem sobie sprawę, że "moi obecni znajomi" mogą mieć problem z akceptacją mojej osoby. Wiedziałem, że problem nie leży we mnie, ale w podejściu tych ludzi. Wiedziałem również, że nie jestem jedyny w tym świecie, że gdzieś są ludzie podobni do mnie, albo przynajmniej tacy, którym jest to obojętne czy jestem gejem, czy nie. Będą na mnie patrzeć jak na człowieka. Poprzez moje czyny, a nie orientację.
Stopniowo zmieniałem swoje środowisko. Doszedłem do tego momentu, że dziś mam 31 lat jestem wyautowany przed moją rodziną. Mieszkam z moim chłopakiem. Poznaję nowych ludzi, przed którymi nie ukrywam się z tym, że jestem gejem. W końcu brak akceptacji ze strony ludzi to nie mój problem. Jestem szczęśliwy będąc, tym kim jestem.

     Wracając do rozmowy z Mariuszem. Chłopak nie umie ułożyć sobie życia z nikim. Jego związki trwają zaledwie po kilka tygodni. Wszystko owiane tajemnicą. Nie dokonał coming out-u przed rodziną, co jestem w stanie jeszcze zrozumieć, aczkolwiek nie pojmuję już tego, że nie zamierza tego zrobić, bo mu wstyd. Podczas rozmowy z  owym kolegą od razu można wywnioskować, że ma kompleks bycia sobą. Wychowywał się na konserwatywnej "polskiej wsi".
Czy muszę mówić więcej ?
      Jest pełen podziwu dla tego jak żyję, a z drugiej strony wciąż powtarza, że to nie dla niego. Trzeba zachowywać się męsko, by nikt nie miał wątpliwości co do jego orientacji. Nie wyobraża sobie zamieszkać z partnerem. W ostatniej rozmowie powiedział, że zastanawia się na tym, czy nie dać ogłoszenia w internecie, że jest gejem i szuka lesbijki do fikcyjnego związku. Ślub, mieszkanie, dom, dzieci.
Zapytałem go, czy jest w stanie dać początek nowemu życiu, stworzyć drugiego człowieka by przykryć siebie?
Jedyne co mi odpowiedział to "Oskar, tobie łatwo mówić". Nie wiem czy łatwo. Zwyczajnie nie mam problemów ze sobą.

     W życiu nauczyłem się korzystania z rad ludzi mądrych i otwartych. Nauczyłem się wyłapywać takich ludzi i wyodrębniać to co dobre, a co złe. Wiedziałem, że to co dobre i miłe nigdy nie przejawia się przez agresję i złość.

     Nie chciałbym oceniać jego postawy, przecież każdy z nas jest inny. Na każdego z nas działały inne bodźce w życiu. Ale w pewien sposób próbowałem przekonać go, że to nie jest dobry pomysł. Taka rodzina nie ma racji istnienia. Prędzej czy później to się zepsuje. A co z dzieckiem, które przyszłoby na świat ? Dzieckiem, które miało być tylko przykrywką ?

    Rozmawiam z wieloma młodymi gejami, czy po prostu z tymi, którzy boją się żyć własnym życiem.
Pryzmat rodziny, miejsca zamieszkania (środowisko) czy kwestie religijne. Nie wiem czy jest sens w jakiejkolwiek sytuacji zastanawiać się nad tym, czy warto być sobą!
Wiecznie się ukrywać? Czy w takiej sytuacji nie lepiej zmienić otoczenia?
Ludziom, którzy mają problemy z osobami homoseksualnymi, tym którzy krzyczą "Normalna rodzina to chłopak i dziewczyna" mówię "tak, masz rację, to jest normalna rodzina, czy twierdze inaczej ?". Tym którzy bronią swego zdania poprzez religię, odpowiadam " Jestem człowiekiem stworzonym na obraz i podobieństwo Pana, jestem taki jak On".

    Nie musimy i nie mamy obowiązku żyć tak, by zadowalać innych. Każdy ma swoje życie, każdy ma prawo do swoich wyborów. Jeżeli ktoś zarzuci Ci, że nie zaakceptuje tego, że jesteś gejem, bez względu na to, czy jest to któryś z rodziców, czy znajomych, w takim razie, ty masz takie samo prawo powiedzieć, że nie akceptujesz tego, że np. jest wysoki czy niski. Zarówno z jego strony, jak i z Twojej, możliwość spełnienia oczekiwań jest niemożliwa. Jedynym wyjściem jest akceptacja siebie.

    Wayne W. Dyer w swojej książce POKOCHAJ SIEBIE, powiedział "Wybór polega na zdecydowaniu, czy wybierasz osobistą wolność, czy też wolisz pozostać w sidłach oczekiwań jakie stawiają ci inni"
Pamiętajmy o tym, że żyje się tylko raz. I choć to prawda powtarzana przez większość, to zaledwie mniejszość potrafi się do tego dostosować.
Masz swoje życie, ono jest Twoje, a więc żyj, kochaj i bądź szczęśliwy...




niedziela, 27 sierpnia 2017

Zdobywcy oddechu

Przemysław Piotr Kłosowicz

Oskar Gej blog, gejowski blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Warto cokolwiek! W życiu warto cokolwiek, choćby chodzić i oddychać, sięgać po coś z półki albo siedzieć na krześle w kuchni i wpatrywać się w okno. Byle być, bo za chwilę może się okazać, że jestem po coś" *


    Książka trafiła w moje ręce gdy przypadkiem znalazłem kilka cytatów w internecie. To one zachęciły mnie do jej kupna.
Już pierwsze zdanie (powyższy cytat *) wywarło na mnie pozytywne wrażenie, a pierwsze minuty, spędzone przy tej powieści, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie będzie to łatwa podróż. Niełatwa, ale przyjemna.

    "Zdobywcy oddechu" to dość specyficznie napisana powieść.  Przemysław Piotr Kłosowicz bawi się słowami i metaforami.
Chociaż książkę polecam każdemu, to jednak zdaję sobie sprawę, że to pozycja nie dla każdego.
Sarkastyczna, pełna niebanalnych metafor i czarnego humoru. Bywa wręcz bezwzględna. Autor nie przebierał w słowach. Muszę przyznać, że ta książka jest dość odważna na swój sposób.
Przypuszczam, że znajdą się ludzie, którym gra słów może się nie spodobać, tak samo jak mogą czuć się urażeni użytymi porównaniami i przenośniami.
"Zdobywcy oddechu" to propozycja dla ludzi, którzy wyzbyli się stereotypów, uprzedzeń i podchodzą do życia z dystansem.
Kolejną cechą charakterystyczną jest płynne przeskakiwanie tematyczne.

    Przemysław Piotra Kłosowicz w swoim debiucie literackim porusza wiele trudnych tematów.
Miłość (a raczej jej brak), kompleksy czy brak perspektywy na życie.
Wszystko jest opisane najczęściej w przemyśleniach i wewnętrznych monologach bohaterów.

    "Zdobywcy oddechu" to opowieść o trzech mężczyznach mieszkających w Krakowie.
Trzech bohaterów łączy nie tylko miejsce zamieszkania, ale pesymizm i brak jasnych perspektyw na przyszłość.

Wiktor to pierwszy z bohaterów, którego poznajemy. Dojrzały facet po czterdziestce, który chciał zostać pisarzem. Los tak pokierował jego życiem, że nie do końca jest z tego stanu sytuacji zadowolony. Zmaga się z depresją, chorobą syna, oraz oziębieniem relacji z żoną.
Zajęty pracą, pędem dnia codziennego traci jakby część samego siebie.
"Wszystko gra. Wszystko to gra, udawanie zadowolenia z życia. Ludzie widzą jedną z wielu masek, uśmiech numer sześć. A w mojej głowie cisza, spokój. I nawet nie ma tam miejsca dla mnie".*

Piotr, młody homoseksualista, który uciekł z prowincji do większego miasta. Wciąż w ukryciu przed rodziną, za to przed samym sobą już nie. Wie, czego chce. Chce miłości, tej drugiej połówki nie tylko do łóżka, ale przede wszystkim do życia. Aczkolwiek wciąż powraca myślami do chłopaka, z którym łączą go już tylko wspomnienia. Swoje życie i refleksje dzieli ze swoją przyjaciółką Leną, która również podziela jego los " osoby do wzięcia".
"Coś umarło przecież na zawsze. Jestem w żałobie. Nie dostrzegam dobra, na oczach mam czarny woal smutku".*

Zbigniew, z jednej strony pozytywnie nastawiony człowiek do życia, a z drugiej jakby pretensjonalnie. Czuje, że nie pasuje do otoczenia. Zakompleksiony zmagający się z brakiem samoakceptacji oraz żyjący w cieniu przystojnego przyjaciela. Marzy o wielkiej miłości.
"(...) Patrzą i myślą, że lepiej byłoby, gdyby matka poroniła mnie w pierwszym trymestrze ciąży. Tak wiem, że mam aparycję chłopca z filmów familijnych, tego, któremu nic nigdy nie wychodzi i potyka się o sznurówki, nawet wtedy, gdy na nogach ma buty na rzepy".*

    Problemy bohaterów powieści mogą dotykać każdego z nas. Stąd też z wieloma sytuacjami łatwo się utożsamić. Można by stwierdzić, że będzie to podróż przez mękę, ból i cierpienie, gdyż każdy z bohaterów jest niezadowolony z tego jak toczy się jego życie. Każda myśl jest pesymistyczna.
Tymczasem książka wprowadza czytelnika w pozytywny nastrój już od pierwszego zdania.
Pomimo problemów opisanych przekaz jest bardzo entuzjastyczny. Sposób w jaki autor łączy słowa w zdania, w jak sprytny i lotny sposób używa  metafor sprawił, że niejednokrotnie wybuchnąłem śmiechem.

     "Zdobywcy oddechu" to książką, która nie tylko zabiera nas w inny świat, pozwala nam odetchnąć od naszego życia, ale zmusza do refleksji nad nami samymi. Każe zastanowić się czy jesteśmy zadowoleni z tego jak żyjemy i czy czasem nie podzielamy losu bohaterów, którzy... no własnie ... powinni zdobyć się na oddech.




źródło- Facebook

Przemysław Piotr Kłosowicz  (ur. 1987 r.)
Pochodzi z gminy Jedlicze. Ukończył pedagogikę społeczno-opiekuńczą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mieszka i pracuje w Krakowie. "Zdobywcy oddechu" to jego debiut literacki.

Zapraszam na oficjalną stronę internetową autora
przemyslawpiotrklosowicz.com








*cytaty pochodzą z  książki "Zdobywcy oddechu"

niedziela, 13 sierpnia 2017

Bezgłos

Czy ty mnie kochasz?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania





"Was hat uns zusammengeführt

Warum hast du mein Herz berührt
Mit welcher Welle sind wir gekomen
Auf welchem Boden werden wir gehen"
                                   (NENA-Freiheit)

"Co nas razem połączyło
Dlaczego poruszyłeś moim sercem
Z jakimi falami przybyliśmy
Po jakim gruncie będziemy chodzić"
                          (tłumaczenie własne)



       Umówiłem się z Marvinem, że będę na niego czekał w centrum. Miał tam przyjść prosto z pracy. Nie poinformowałem go o moim planie. Zostawiłem mu tylko wiadomość  "Znajdziesz dla mnie czas o 19-stej ?".
Odpisał i dopytywał się o co chodzi. Nie wytłumaczyłem mu.
Ubrany w koszulę, jeansy, czekałem przy stacji metra.
Jego mina mówiła więcej niż mógłby to wyrazić słowami. Zdenerwowanie, niepewność miał wypisane na twarzy. Im bliżej podchodził, tym wyraźniej zaskoczenie na jego twarzy zmieniało się w ulgę. Bo jak sam wspomniał, spodziewał się najgorszego po takiej mojej wiadomości ... ale po moim wyglądzie już nie.

-Zapraszam cię na kolację - szepnąłem mu do ucha trzymając go jeszcze w ramionach.
 Wyglądał jakby miał się rozpłynąć. Szeroki uśmiech i onieśmielone spojrzenie.
-Zaskoczyłeś mnie -wypowiedział swoim lekko piskliwym głosem i przytulił mnie mocniej, niż za pierwszym razem - Jesteś niemożliwy - dodał.

     W drodze do włoskiej restauracji  mierzył mnie wzrokiem. Miałem wrażenie, jakby mnie kosztował, kawałek po kawałku. Chciałem zrobić na nim wrażenie, wyglądem i moim zaproszeniem. Udało mi się.

      Następnego dnia wybraliśmy się do parku. Pogoda, podobnie jak dnia poprzedniego, dopisała.
Leżeliśmy sobie na kocu, czytaliśmy, rozmawialiśmy. A w momentach, w których nie było naocznych świadków, całowaliśmy się.
Czułem się jak zakochany nastolatek ...  i też tak się zachowywaliśmy. Tak oto spędziliśmy całe popołudnie. Czas nie grał roli, z czasem i naoczni świadkowie przestali nas krępować, gdy szliśmy przez park do przystanku autobusowego, trzymając się za ręce.

   Nie wiem co nas połączyło, Marvin mówi, że to przeznaczenie. Ot tak się zobaczyliśmy, kilka razy na siłowni. Wiadomo szczęściu trzeba pomóc, on to zrobił, pisząc do mnie. Dlaczego tak bardzo poruszył moim sercem? Mocniej niż inni przypadkowo poznani, ci którzy chcieli czegoś więcej, a ja nie chciałem im dać nic poza "bądźmy przyjaciółmi"?
     Co nas pcha ku sobie? Co nas łączy? Sympatia, miłość, podobieństwo?
Nie mamy gruntu, po którym byśmy wspólnie stąpali. Nasz związek jest jak z kart. Kruchy i niestabilny. Wystarczy jeden podmuch wiatru i runiemy w dół. Żyjemy w cieniu nas samych.

     Nie potrafiliśmy odpowiedzieć sobie na te i kilka innych pytań. Romantyczne popołudnie skończyło się na chodniku w centrum, gdzie się rozstaliśmy. Skończyło się wieloma pytaniami, setkami myśli i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi.
Rozstaliśmy się w innych nastrojach niż te, które nam towarzyszyły przez cały dzień.

     Ja pierdole, pomyślałem i wypowiedziałem na głos, podczas wspólnego wieczoru z Bigem przed telewizorem. Tak wulgarnie pomyślałem, bo dostałem wiadomość od Marvina, na którą inaczej zareagować nie umiałem.
"Bardzo mi przykro, ale po tym dzisiejszym dniu, i tej szczególnej rozmowie, było mi bardzo źle. Nie mogłem tego nacisku dłużej wytrzymać. Opowiedziałem swojemu chłopakowi o nas......"

    W tym momencie zamarłem. Co miałem zrobić? Musiałem zachować kamienną twarz.
"co?" nic więcej mi do głowy nie przyszło, wysłałem
"Marvin co teraz z wami będzie ? Jak mogłeś to zrobić nie informując mnie wcześniej"

Telefon, a raczej Marvin, nie odpowiadał. Był nieaktywny, a raczej nie online. Nie odczytał moich wiadomości. Kurwa, kurwa, kurwa....

Następnego dnia zadzwoniłem do Roberta.
-Masakra, i co teraz zrobisz?
-Nie wiem, nic do mnie jeszcze nie napisał -  nadal nie miałem żadnych informacji od Marvina, co mnie martwiło.
-Współczuję mu,bo czuję się jak ty, rozdwojony.
-Czuję się winny. Nie powinienem pozwolić na to wszystko. Chociaż jest tak pięknie między nami.
Ja pierdole, rozjebałem mu życie.
-Współczuję ci ...

     Słowa przyjaciela niewiele zmieniły, bo co mogły zmienić?  Sytuacja jest jaka jest i sam muszę sobie z tym poradzić. Rozczulać się nad sobą też nie zamierzałem. Unikam takich zachowań.

     Z Marvinem udało mi się nawiązać kontakt dopiero wieczorem. Spotkaliśmy się jeszcze tego samego dnia w parku, tam gdzie zawsze.
Bałem się. Nie wiedziałem co mnie czeka.
Jak nigdy, nie wiedziałem co zrobić. Mam prawo go przytulić? - myślałem gdy podchodził do mnie- podać rękę?
Marvin chociaż próbował zachowywać się normalnie, na twarzy miał wypisany lęk.

-Jesteś na mnie zły?- zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie, nie mogę być zły- chciałem mu powiedzieć: przecież to twoje życie, ale on nie lubi gdy tak mówię. Milczałem.
-Oskar, musiałem to zrobić. Ja znam swoje uczucia i jestem ich pewien. Carsten nie zasłużył sobie na to, bym go tak traktował.

Miał rację. Żaden z naszych partnerów nie zasłużył sobie na to, co robiliśmy za ich plecami. Nie miałem nic do powiedzenia. Siedziałem na ławce i pozwoliłem mu mówić.

-Oskar, kiedy wróciłem do domu, Carsten od razu zadawał pytania, gdzie byłem i z kim? Nie pozwolił mi na kłamstwa, dodając, że nawet pachnę innym facetem. A ja dłużej już tak nie mogłem.
- Rozumiem...- odpowiedziałem.
- Powiedziałem, że ma rację i że od dwóch miesięcy spotykam się z kimś- kontynuował- zapytał mnie również czy go kocham, tzn ciebie, odpowiedziałem, że tak, po czym on zapytał czy ty mnie kochasz. Odpowiedziałem, że nie wiem.

Rozstali się.




niedziela, 30 lipca 2017

Historie o gejach

Miłość powszednieje

oskar, gej w mieście
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



      Choć dzień zaczął się nieszczególnie, po prostu zwyczajnie, to nadzwyczajnie dobrze się czuję.
Piękny mam kawałek dnia. Tego mi brakowało.
Samotność, natura, słońce i książka.

      Piękna aura zieleni, lasu, śpiewu ptaków... i stworzona przez Przemysława Piotra Kłosowicza historia o trzech mieszkańcach Krakowa.  Historia, w którą mogłem się zanurzyć.
Pomyślałem sobie, że przy takim zanurzaniu trzeba uważać. Czasem można utonąć w czyjejś historii, a może trzeba by było zacząć tworzyć własną ?

     Wybrałem się do parku. Innego niż zawsze, i na innej ławce, niż zawsze, spędzałem czas.
Potrzebowałem ciszy i spokoju. W moim ulubionym parku bym tego nie zaznał. Zbyt dużo ludzi i zbyt dużo znajomych.
Planowałem zrobić sobie przerwę od książek, które ostatnio czytałem jedną za drugą. Wiesław Myśliwski, WM. Paul Young i w końcu Robert Setthaler, którego "Całe życie" pochłonąłem na lotnisku w Gdańsku, czekając na samolot powrotny do domu.
      Z kilku książek, które stoją na półce jeszcze nieprzeczytane np. "Central Park","Ślepnąc od świateł", czy "Cień wiatru" skusiłem się na "Zdobywcy oddechu" P.P. Kłosowicza.

      Opowieść o trzech "młodych" chłopakach, różnych pod każdym względem, a jednak mających ze sobą coś wspólnego...
    Jak wspomniałem, miałem nic nie czytać, by zająć się chociażby swoją "książką", w której utknąłem  w scenie szczęśliwego związku Oskara (głównego bohatera) oraz Marka (jego jedynej miłości).
    Chłopaki się poznali, spędzili wspaniały wieczór w dyskotece, upojną noc w domu Marka i co dalej ?
Nie mam pomysłu na ich związek. Tak jakby miłość była banalna, powszednia.
A może tak jest, może miłość jest powszednia ?

"Nie potrafisz tęsknić do miłości, bo ona za szybko powszedniej, a przecież ciekawsze jest to, co nieodkryte. Byłem nowością, ciekawostką, ale nikt nie jest na tyle skomplikowany, by zatrzymać cię na dłużej".*


Co ja o tym wiem? A może własnie wiem!

     Z Bigem osiem lat, dzień po dniu. Z Marvinem już prawie dwa miesiące razem. Razem, a jakby osobno. Bo Marvin jest jakby tym drugim. Ja natomiast jestem już tym pierwszym, dla którego zostawi swoją przeszłość, chłopaka i będzie budował przyszłość. Tak mówi... że tak może zrobić. Tymczasem czeka, aż ja się ustosunkuję.
 A ja już naprawdę nie wiem, czy poza stosunkiem chce się do niego ustosunkowywać. A jakoś też zostawić go nie umiem...
     Mam sobie wszystko poukładać, ale bez pośpiechu. Staramy się o tym nie mówić, by nie psuć atmosfery spotkań. Oboje kogoś mamy i taki jest fakt.
Spotykamy się regularnie, całujemy się regularnie. Wszystko robimy regularnie.
Mimo to, często myślę sobie, że powinienem go zostawić, że powiem mu to na kolejnym spotkaniu.
Na kolejnym spotkaniu i tak tego mu nie mówię. Nie umiem. Jest uroczy, a ja za bardzo w niego wpatrzony.

      W chwilach wolnych jak ta, uciekam od zgiełku ludzkich twarzy w samotność. By nabrać dystansu, a w gruncie rzeczy po to, by uświadomić sobie, że choć lubię tę swoja samotność to tego zgiełku ludzi jednak mi brakuje.

     W ostatnią sobotę spotkałem się z Robertem. U niego kilka drinków, a potem kilka kolejnych w naszym  gejowskim klubie. Robert jakiś dziwny mi się wydawał. W pewnym momencie siedziałem przy tym stole w pokoju, on coś mówił, miałem wrażenie, jakby sam nie wiedział co. Tak jakby zaczynał jedno zdanie, a koniec dodawał z innego. Bawił się telefonem, bo przecież na PLANETAROMEO są fajni koledzy. Porozbierani, najczęściej od pasa w dół, jakby wstydzili się twarz pokazać.
     Co za paradoks dzisiejszych czasów, pomyślałem sobie. Nie wstyd pokazać fiuta, ale twarz już tak. Łatwiej umówić się z kimś na seks w parku, szybką laskę w kiblu galerii handlowej, niż na przysłowiową kawę.
      Patrzyłem na niego, słuchałem go. Gdy ja coś mówiłem, widziałem, że starał się poprawnie odpowiadać. Prawie jak na klasówce w szkole. Ciekawe czy też pod stołem miał przygotowaną ściągę z gotowymi odpowiedziami. Nie zaglądałem. On natomiast zaglądał na zmianę do telefonu i szklanki z drinkiem.

     Dotarliśmy do klubu. Wiele się zmieniło. Zabrali miejsce do tańczenia na rzecz kilku stolików i krzeseł. Mały obskurny gejowski klub stał się jeszcze mniejszym obskurnym gejowskim klubem.
Ale cóż, pozostajemy tam. Nie mamy wyjścia. Miasto z grubo ponad 500 000 liczbą ludności i jeden gejowski klub. Tak jak Robert przestał wydawać się już dziwny, tak ten klub zaczął.
Przyszedł też Marvin, jak zresztą zapowiedział. On nie wydawał mi się dziwny. On wydawał mi się śliczny.

"Podobno musiał sobie wiele rzeczy poukładać. Nie obchodziło mnie, czy w życiu, czy na półkach, wierzyłem, że gdy już poustawia tak, jak chce, wróci do mnie".*

     Ja również zastanawiałem się nad tym, czy nie powinienem (tak już na serio) sobie w moim sercu poukładać. Aczkolwiek, z drugiej strony, jeśli serce ma dwie komory, to może moje uczucia są całkiem normalne?
A może warto dojrzeć do tego, by nie robić bałaganu...




*(Zdobywcy oddechu P.P. Kłosowicz)

źródło/Facebook P.P Kłosowicz



wtorek, 18 lipca 2017

Ale kto ?

Tak bardzo bym chciał...

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



O właśnie! Tak bardzo bym chciał, po prostu móc.
Tak zwyczajnie móc pozwolić sobie,
tak zwyczajnie pójść w dół.

Tak zwyczajnie roztopić się jak marcowy śnieg.
Tak bardzo bym chciał zwyczajnie móc.
Tak zwyczajnie móc, to czy tamto.
Tak zapaść się, może w muł ?

Tak zwyczajnie móc czuć, że jesteś tu.
Tak zwyczajnie, tak normalnie i po ludzku
rozpadać się.
Ale wiedząc, wiedząc, że jesteś tu.

Tak zwyczajnie móc rozpłakać się.
Tak zwyczajnie, bo mam czasem po co.
Tak bardzo bym chciał, o własnie,
tak bardzo bym chciał, abyś mnie pozbierał.

Tak bardzo bym chciał, a nie mogę.
Nie mogę, nie umiem.
No kurwa nie mogę.
A tak bardzo bym chciał.


niedziela, 25 czerwca 2017

Niekochanie

Już wystarczy

       
gej opowiadania
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



       To był spacer jak każdy inny. Nagle zamiast słońca pojawiły się ciemne chmury, deszcz i wiatr.
Do domu wracać nam się nie chciało. Schowaliśmy się po drzewem. Park opustoszał.
I cóż, pocałowałem go, on mnie.
Objął mnie w pasie, ja złapałem go za pośladki i przycisnąłem do siebie. Zorientował się jak bardzo mi się to podoba. Całowaliśmy się z jeszcze większym pożądaniem. Nasze ręce były wszędzie, pod ubraniami. Przestał mnie całować, spojrzał, i wiedziałem czego chcę. Pocałowałem go i dałem sygnał, że może.
Spodnie i tak rozpiął mi wcześniej. To była chwila, nie chciałem by dokończył... bo sam nie chciałem skończyć. Wstał i po wymianie spojrzeń, wiedziałem że moja kolej.
Doprowadzasz mnie do szaleństwa powiedział, gdy staliśmy już twarzą w twarz.

***

        Siedzę przy biurku w sypialni. Miałem iść na spacer z książką, ale zaczął padać deszcz, nawet lekka burza się zebrała. Dokładnie taka sama jak wtedy, gdy Marvin powiedział, że mnie kocha. Powiedział to, a swoimi brązowymi oczami wpatrzony był w moje szaroniebieskie.
Patrzyłem. Nie odpowiadałem, nie mogłem, nie potrafiłem, nie chciałem.
Nie musisz mówić, albo powiedz, albo nie mów. Powiesz kiedy będziesz gotowy, tak będzie prawdziwie, wciąż patrząc wypowiedział te słowa. Milczałem, bo cóż mogłem zrobić. Ale w jego oczy wciąż patrzyłem i wiem, że chciałby to usłyszeć. Któż by nie chciał. Każdy by chciał. Powiedzieć i dostać również taki zwrot słów. Ale nie potrafiłem. Zauroczony byłem, nawet mu to powiedziałem. Dwa razy. Jestem tobą zauroczony, tak to  brzmiało, ale czy kochałem, nie wiem.

       Ostatnio mniej wiem o sobie, niż wypada wiedzieć. Jakaś niewiedza u mnie zagościła. Obojętność też. Ale nadal siadywaliśmy na ławce z nogami podkulonymi i trzymaliśmy się za ręce.
Mój stoicki sposób myślenia, wymknął się z pod kontroli. Totalnie zobojętniałem na wszystko.
Robert mówi, że mnie nie poznaje. Nie wiesz co zrobić dalej, pytał. No nie wiem, odpowiadałem. Żyłem chwilą. A on znowu się dziwił, radził, żebym pomyślał co z tym dalej, co z przyszłością. A ja nie wiem, tak mu odpowiadałem. Bo skąd mogłem wiedzieć? Jak człowiek po trzydziestce, to może już tylko śmierć w planach, śmiałem się ironicznie.

        Jeszcze kilka dnia temu spotkania z Marvinem przyprawiały mnie o dreszcze i podniecenie. Ochy i achy... coś się działo. Fajny chłopak, przystojny, miły, zabawny. No ale potem, gdy już dostałem, co chciałem, wróciła codzienność.  Kiedy przypomniałem sobie, że poza flirtem mam sprawy codzienne, które raczej nie powinny czekać, to i jakoś te ochy i achy zmalały.
I nagle jakby zaczął mi przeszkadzać, bo zaczął czegoś oczekiwać. No wiesz Oskar, już miesiąc się znamy, powtarzał. Mówił, że nawet myślał o wspólnym mieszkaniu, tylko jak to zrobić skoro oboje kogoś mamy, pytał retorycznie. A mnie te jego oczekiwania, sugestie zaczynały jakby przeszkadzać. Bo niby jak może, jakim prawem może czegoś ode mnie oczekiwać?

      Przesiadywaliśmy częściej na tej ławce, dłużej. Rozmawiając, często całując się, a najczęściej patrząc na siebie. Tak romantycznie.
No fakt, pobudził coś we mnie, aczkolwiek mój system obronny się uruchomił, broniąc mnie przed tym uczuciem, niczym system odpornościowy broni organizm przed bakteriami.
Nie powiem, że nie wyobrażałem nas sobie razem. Nawet w myślach robiłem tabelki, co on mi daje, czego Big już nie i na odwrót. Jakby ważąc "za i przeciw".
A po takich spacerach wracałem do domu. Na nasze czwarte piętro. Czasem byłem w domu przed Bigem, a ostatnio kilka razy on był pierwszy.

      Czy coś podejrzewał, nie wiem, nie wydaje mi się. Nie dawał po sobie poznać, że coś jest nie tak. A może dawał, tylko nie chciałem dostrzec tych znaków. Może tak jest łatwiej? Udawać, że się nie widzi. To sprawia wrażenie, jakby TEGO nie było, a jak TEGO nie ma, to nie ma o czym rozmawiać.
Stałem się jednym z tych, którymi gardziłem. Nie rozumiałem i nawet nie próbowałem zrozumieć. Bo niby jak można iść do innego, gdy ma się do kogo iść.

      Powinien odejść z mojego życia, już wystarczy. To miała być tylko chwila zapomnienia. Niby miejsce dla niego było. Ale czułem się pusty, apatyczny, inny. Wolałbym go już stracić, a on nagle poczuł potrzebę bycia. Nawet zaczął się rozpychać, chciał walczyć o byt w moim życiu.
Jakby to mu się należało. Zwłaszcza po tej sytuacji w parku, gdy zaczął padać deszcz.
Sprezentował mi wszystko... noo, prawie wszystko. Doprowadzasz mnie do szaleństwa, mówił.
On mnie też, ale ...  co z tego.

      Chciałbym go stracić już. Natychmiast. Czasem nawet traciłem na dzień czy dwa, bo nie zawsze mogliśmy się spotkać, ale powracał. To nie jest czas dla nas, nie teraz. Powinniśmy spotkać się później. Tyle, że co to znaczy? Powinniśmy spotkać się później? Kiedy jest to później?
Przeznaczenie jakby się pospieszyło. A może jest opcja, by poczekało?
Idź z mojego życia mówiłem w myślach, trzymając go za ręce.




niedziela, 18 czerwca 2017

Jeden ruch cz 3

Nie mogę powiedzieć tego, czego chcę

jeden ruch
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Zdrada to nie użyczenie komuś swojego ciała. Nie cielesna usługa.(...)
Widocznie jest w człowieku coś ważniejszego od wszystkiego i ponad wszystko, niedostępne żadnej zdradzie, gdzie przechowuje się nieustannie pragnienie tej jednej jedynej miłości, dla której w ogóle warto żyć, choćby daremnie. Zdradzić więc można tylko siebie "
W. Myśliwski - OSTATNIE ROZDANIE



        Późnym wieczorem gdy Big już spał, a mnie nachodziły wspomnienia ubiegłego tygodnia, postanowiłem napisać do Marvina, życząc mu dobrej nocy.
Nie odpisał. Może już spał, pomyślałem. Było dosyć późno, kilka minut po pierwszej.
Nie mogąc zasnąć postanowiłem poczytać książkę, gdy nagle telefon wydał dźwięk dostarczonej wiadomości. Marvin odpisał. Odpisał, że również życzy mi dobrej nocy i nie może doczekać się, by jutro ponownie się ze mną spotkać.
Cóż miałem odpowiedzieć ? Chciałem, nie chciałem. Mętlik w głowie. Moje myśli i uczucia do niego zmieniały się w ciągu sekundy.

"Dzień dobry Oski, wyspałeś się ?"
"Dzień dobry, tak , dziękuję, spało mi się dobrze"
Odpisałem na wiadomość, którą on zostawił mi wczesnym porankiem, zaraz po przebudzeniu.
Nie wychodząc z łóżka, wymieniałem się z nim  kilkoma wiadomościami, mało konkretnymi, a jednak zmierzającymi z mojej strony do poważnej rozmowy.
"Masz wyrzuty sumienia z powodu wczorajszego dnia? Ja mam... tak trochę" wyznałem.
"Muszę szczerze powiedzieć, że nie. Może zależy to od tego, że wiem czego chcę. Przykro mi jeśli Tobie z tego powodu źle"
"Mam wyrzuty sumienia z powodu twojego i mojego faceta. Pomimo tego, że zrobiłem co chciałem. Nie powinienem. Wiesz co mam na myśli ?"
"Nie, nie wiem"
Na pewno wiedział, musiał. Wiem, że to co zrobiłem dnia poprzedniego jest kompletnie sprzeczne z tym, co mu w tej chwili pisałem. Ale nie mogłem inaczej.
"Marvin, rozmyślałem o tym wczoraj. Nie mogę zostawić mojego chłopaka. Bardzo Cię lubię i zrozumiem jeśli nie będziesz chciał mieć ze mną żadnego kontaktu. Ale może pomimo tego uda nam się być przyjaciółmi? "
Minęło chyba z piętnaście minut, a on nadal nie odpisywał. Wysłałem kolejną wiadomość.
"Nie zostawiaj mnie bez odpowiedzi"
Tym razem odpisał od razu.
"Muszę się zastanowić. Sam już nie wiem czego ode mnie chcesz. To nie jest rozmowa na telefon. Nie oczekuje, że zostawisz swojego chłopaka od razu. Ja tego też nie mogę zrobić. Ale powinniśmy sobie dać czas"
"Marvin, tu nie chodzi o czas. Ja po prostu nie mogę. Przyjaźń to jest, to co mogę ci zaoferować"
"Dzięki za twoją szczerą odpowiedź"
"Przepraszam, nie chciałem cię zranić"
"Już to zrobiłeś"

        Przez całe przedpołudnie nie odezwał się do mnie ani razu. Sądziłem, że się obraził.
Dopiero wieczorem zapytał czy spotkamy się ponownie w tym parku. Stwierdził, że warto byłoby porozmawiać.

       Czekałem na niego w umówionym miejscu. Troszkę się spóźnił.
Muszę przyznać, że czułem się skrępowany. Wszystko co się zdarzyło miało być sytuacją bez znaczenia, bez zaangażowania. Miało być.  Mimo wszystko nie wpłynęło to na mnie na tyle, bym chciał coś w swoim życiu zmieniać. A Marvina... w jego przypadku odniosłem inne wrażenie.

       Gdy podszedł do mnie,  zorientowałem się, że coś jest nie tak.
Przywitaliśmy się jak zawsze krótkim objęciem, a mimo to bił od niego dystans.
Ruszyliśmy alejką.
- Masz rację Oskar, przemyślałem sobie to wszystko i zgadzam się z tobą - zaczął Marvin.
- To nie chodzi tylko o mnie czy o ciebie. Mamy chłopaków, każdy z nas jest w długoletnim związku.
-Wczoraj nie mogłem ci odpisać, bo byłem naprawdę zły, zawiedziony. Myślałem, że coś to dla ciebie znaczy. A potem poukładałem sobie wszystko, i masz rację, to nie ma sensu.

      Słuchałem go w milczeniu, by mógł się wygadać. Jedyne, co mogłem dodać od siebie, to "tak , masz rację, tak będzie najlepiej".

      Nie zawsze warto głośno mówić o swoich uczuciach, przemyśleniach. Pewne rzeczy powinny zostać w nas, głęboko ulokowane, niedostępne dla nikogo.
- Ale chcesz nadal się spotykać ? Jakkolwiek to głupio brzmi, będziemy przyjaciółmi ?- zapytałem.
- Tak,  ale nie będzie to dla mnie łatwe. Zamknąłem temat i nie będę do niego wracał.

      Po jego słowach zapadła krępująca cisza. Ja, wpatrzony przed siebie, on w ziemię, podążaliśmy dalej alejką.

     Minęło kilka dni od ostatniej rozmowy, a my nadal pozostaliśmy w naszej relacji. W relacji z góry ustalonej: faza przyjaźni. Nie chcieliśmy pozwolić sobie wyjść poza jej krąg.
Wspólne treningi, spotkania i wygłupy. Tak, wygłupy. Ciągle z czegoś się śmialiśmy. Można byłoby odnieść wrażenie, że znamy się naprawdę długo. Czasem nawet pomimo trzydziestki na karku, na naszych karkach, zachowywaliśmy się jak dzieci. To było fajne. Zajebiste wręcz.

     Musze przyznać, że teraz między nami atmosfera się rozluźniła. Patrzył na mnie tak jak zawsze. Ciepło i przenikliwie, choć teraz z lekkim dystansem.
Najczęściej w tych chwilach zapadała krótka cisza.
Nasze wymienne spojrzenia był czymś więcej, niż tylko spojrzeniami. Czułem, że to nasz nowy język, którym będziemy posługiwać się, by wyrazić to, co czujemy nie używając słów.

     Za każdym razem gdy się spotykaliśmy, moje uczucia do niego ulegały zmianie.
Chociaż tryb przyjaźń był narzucony przeze mnie, to czasami miałem wrażenie, że jestem niespójny w tym co mówię,  w tym co robię,  a tak że w tym co czuję.
Podobnie było z Marvinem. Wielokrotnie wspominał, że szanuję moje zdanie, i cieszy się, że mamy nadal ze sobą kontakt.  Mimo wszystko nie potrafił ukryć tego, co do mnie czuje. A powinien zatrzymać to dla siebie. Zapewniał mnie też, żebym się tym nie przejmował. On ma wszystko poukładane i cieszy się tą relacją.

     Podczas jednego ze spotkań w parku, mój przyjaciel przyznał mi, że pokazał swojej przyjaciółce nasze wspólne zdjęcie. Zrobiliśmy je podczas ostatniego treningu. To był fajny dzień.
- A po co pokazałeś? -zapytałem mrużąc oczy i udając lekkie oburzenie.
-Tak po prostu, rozmawiałem z nią trochę o tobie- odpowiedział lekko zawstydzony- powiedziała coś ale chyba nie powinienem ci tego powtarzać.
-O nie! -warknąłem - nie zaczynaj, jeśli nie zamierzasz skończyć - powiedziałem, gdyż tak zdarzało się mu już kilka razy.
-Nie - odpowiedział śmiejąc się i odwrócił głowę w drugą stronę.
-No mów! - stanąłem przed nim, łapiąc go za ramiona.
-Powiedziała, że jesteś słodki i pasujemy do siebie - jednym tchem wyrzucił to z siebie.

      Staliśmy tak jeszcze nieruchomo, wciąż w tej samej pozycji. Trwało to chwilkę, zanim dotarły do mnie jego słowa. On odwracał wzrok od mojego spojrzenia.
Głupie i krępujące. Czy naprawdę nie mogłem się domyślić, co ona mogła powiedzieć? A ja durnie naciskałem, by mi powiedział. Usłyszałem słowa, których się spodziewałem, aczkolwiek one i tak sparaliżowały naszą i tak zakneblowaną relację.

- Wszystko ok? - spytałem po krótkiej ciszy, która ponownie rozgościła się między nami.
-Tak- odpowiedział starając się przybrać jak najbardziej naturalny ton głosu - a u ciebie?
-U mnie ok, ale wydaje mi się, że u ciebie jednak nie, co jest ?
-Oj nic, wszystko w porządku - odpowiedział już lekko zdenerwowany.
-No mów! - powiedziałem coraz bardziej zniecierpliwiony jego zachowaniem
Marvin wyprzedził mnie o kilka metrów, jakby szukał bezpiecznego miejsca. Odwrócił się do mnie przodem, wciąż unikając spojrzenia, wziął głęboki oddech i powiedział
- Chcesz wiedzieć co mi jest? To ci powiem co mi jest. Chcę cię mieć, a nie mogę cię mieć !



*** KONIEC ***

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Jeden ruch cz 2

Coś stało się między nami


Oskar gej blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania


"Stoimy na dzikiej grani, we dwoje wpatrzeni sami, przywarci mocno ciałami, milczący bez łez i bez słów. Jeden ruch, jeden ruch. Jeden ruch i runiemy w dół"
Justyna Steczkowska -KOCHANKOWIE



       Wyrwani jakby z rzeczywistości. Jesteśmy my, jest opustoszały już park i cisza która wkradała się w dialog.
Oparł się o ławkę rozkładając ręce tak, że dłonią dotknął mojego ramienia. To był inny gest. Ten jeden. Odczułem w nim inność. Oparłem łokcie o kolana, podpierając dłońmi brodę. Wpatrywałem się przed siebie. Bez konkretnego punktu.
Marvin, zmienił pozycję, przysunął się i wpatrywał we mnie wyczekująco.
Patrzyłem i ja.
We dwoje, w skupieni, w milczeniu, a w zamęcie myśli
Jego szkliste oczy mówiły wszystko, a wręcz pytały czy może?
Jeden mój ruch. Jeden ruch i  spojrzałem tak, by mógł.
Mógł, więc zrobił. Zbliżył się do mnie, zamknęliśmy oczy, a usta złączyliśmy w pocałunku.
Nie delikatnym, własnie mocnym. Ruch warg był spójny, języki splatały się. Wszystko współgrało ze sobą jak w tańcu, którego układ przećwiczyliśmy w wyobraźni przez ostatni tydzień.
Nikt nad nikim nie dominował. Połączeni ruchem ust, nasze ciała jakby zamarły. Nie dotykałem go, on mnie też nie dotykał.

       Przerwaliśmy, może by złapać oddech, może by spojrzeć na siebie jeszcze raz. Nie wiem.
Nie mogłem. Odsunąłem się. On spuścił wzrok, wbił w ziemię, ja ponownie przed siebie.
Milczeliśmy. Bez czasu, bez ucieczki, bez pytań o winę.
Wróciłem do poprzedniej pozycji. Oparłem łokcie o kolana, podpierając dłońmi brodę. Ponownie wpatrywałem się przed siebie. Gdzieś przed siebie, bez punktu zaczepienia.
Marvin usiadł w podobnej pozycji do mojej.
-Jesteś już inny-rzekł, podążając za moim wzrokiem.
-Nie-odpowiedziałem.
-Tak, jesteś.

Wiem, że byłem. Tak byłem inny.

      Odwróciłem twarz w jego stronę. Oczy mu lśniły. To nie były łzy. To było pragnienie. Patrzył i wiem, że chciał jeszcze. Nic nie mówiąc, pytał. Znów pytał czy może. Patrzyłem na niego.
Zdałem sobie sprawę z tego, co zrobiliśmy. On, jak on, ma swoje sumienie, ale ja?

      Przez chwilę miałem obraz domu. Ja, Big, nasz pies, nasze życie. Rozsądek, a z drugiej strony chwila, która trwała. Może to i banalne, szczeniackie, aczkolwiek brnąłem na oślep. Nie miałem prawa ?

       Nie przerywałem wzroku skupionego na nim. Kolejny ruch należał do mnie. Ten jeden.
Zamknęliśmy oczy, przyciągając się do siebie nawzajem. Chciałem. I zrobiłem, jak chciałem.
Dłoń oparłem o jego policzek. Nie żałowałem gestów. Jego dłonie wędrowały po moich plecach i ramionach, moje po jego udach i kolanach.
Coś stało się między nami i w tym trwaliśmy. Oboje potrzebowaliśmy ucieczki od rzeczywistości, od tego co mamy. Tak to czułem.

     Gdy przestaliśmy, ja znów spojrzałem przed siebie. Marvin oparł głowę o moje ramię i wplótł swoją dłoń w moją.
Zapadał powoli zmierzch. A my, jak wyrwaniu z kadru komedii romantycznej. Ja, on i nasz nowy świat.
Być może ten świat nie ma racji bytu. Być może jest wyimaginowany, z datą przydatności, która skończy się jeszcze tego samego dnia. Ba, nawet za dwie, trzy godziny.

      Czy to ważne? Nie. To się nie liczyło.
Spojrzałem ponownie na niego. Pocałowałem go z pasją, pożądaniem.
Zdecydowany w tym, co robiłem. Chciałem go chłonąć. Dać mu też to, czego i on oczekiwał.

- Powinienem już iść- przerwałem ciszę i skrępowane uśmiechy zadowolenia.
- No, jest już późno- odrzekł, choć miałem wrażenie, że wcale nie chciał wracać.

      Wstaliśmy z ławki i ruszyliśmy alejką, która prowadziła do przystanku autobusowego.
Z początku chwilę zakłopotania zagłuszał jedynie szelest butów o podłoże. Im dalej oddalaliśmy się od ławki w parku, tym bardziej atmosfera się wyrównywała.
Znów byliśmy kolegami z siłowni. Tak jak gdyby nic się nie stało. Rozmowy płynęły swobodnie.


     Wracając do domu wiedziałem, że Big jest jeszcze w pracy.
Wspinając się po schodach na czwarte piętro, rozmyślałem o tym co zrobiłem.
Miałem wrażenie, że one nigdy się nie skończą; schody i myśli.
Powinienem mieć wyrzuty sumienia? Jakiś żal za grzechy? Jeśli tak, to nie miałem.
Cóż to zmieni?
Przecież wyrzuty sumienia to bezużyteczne emocje. Na nic nie mają wpływu. Przeszłości nimi nie zmienię- myślałem kiedy już otwierałem drzwi od domu. Nie stanę się lepszym człowiekiem, jak napisał to w swojej książce Wayne W. Dyer.

      Na komodzie w dziennym pokoju leżała nierozpakowana paczka od Mamy, a w niej płyta DVD ANIMA -Justyny Steczkowskiej.
Zaparzyłem sobie susz zielonej herbaty z owocami czerwonej porzeczki i usiadłem na kanapie wpatrując się w koncert mojej idolki.

     Niespełna kwadrans później usłyszałem szelest kluczy w drzwiach. Big przyszedł z pracy.
-Co tam?- krzyknął entuzjastycznie u progu.
... każdy dzień to szach i mat*
-A nic, oglądam koncert-  w tle "Szachmistrz" jeden z moich ulubionych utworów.
 Tej rozgrywki schemat ruchów dobrze znam*
- O fajnie! Dzióba, kupiłem coś na drinka, chcesz ?
wciąż od nowa rozgrywamy partię tę*
-Możesz zrobić- zdziwiłem się, gdyż pieszczotliwego słowa "dzióba" nie używaliśmy od dawien dawna- jak tam w pracy?-zagaiłem.
wszystko jeszcze w tej potyczce...*
-Jak zawsze. Tłumy ludzi, po prostu padam ze zmęczenia. Jak było na siłowni? Naoglądałeś się fiutków pod prysznicem?- powiedział uśmiechając się ironicznie.

... wszystko może zdarzyć się*

*J.Steczkowska"Szachmistrz"



c.d.n.


Część 1

niedziela, 28 maja 2017

Jeden ruch cz1

Jego szkliste oczy mówiły wszystko, a wręcz pytały ... czy może?

       
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



     "Nadeszła nowa pora roku.

Być może nasze błędy kształtują przeznaczenie. Czym było by życie bez nich?. Może przez omylność nigdy byśmy nie kochali (...) Pory roku się zmieniają i podobnie miasta. Ludzie przychodzą i odchodzą. Pocieszające, że Ci których kochasz na zawsze pozostają w sercu."
Carrie Bradshaw -SEX W WIELKIM MIEŚCIE 


      To był początek maja. Miesiąc jak każdy inny, następujący jeden po drugim. Miałem wrażenie, że od pewnego czasu to tylko te miesiące się zmieniały. Marzec, kwiecień, a teraz maj. No tak, a razem z nową porą roku otoczenie nabierało też innych barw.
U nas też jakby wszystko po staremu. Wspólne śniadania, wieczory, a jednak jakby inaczej.
W milczeniu, w zapatrzeniu, każdy w swoim świecie.

      Pomimo tego, że dopiero co miałem tydzień urlopu,  postanowiłem dobrać jeszcze kilka dni.
Przyda mi się, pomyślałem. Mam książkę do przeczytania (W. Myśliwski OSTATNIE ROZDANIE), no i potrzebowałem czasu by zregenerować siły.

     Wybrałem się na siłownię. Przed południem, wcześniej niż zawsze. Ćwiczyłem na ławce ze sztangą, gdy spostrzegłem, że chłopak, który przechodził obok mnie wodził po mnie wzrokiem. Niezbyt wysoki, może nawet niższy niż ja. Szatyn, szczupły, przystojny. Odwzajemniłem spojrzenie.
Tego dnia jeszcze wielokrotnie się widzieliśmy i za każdym razem nasze spojrzenia się odnajdywały na krótki czas.
Patrzył głęboko, ale wyraz twarzy miał spokojny, nie wykazujący żadnych emocji.
Natknęliśmy się na siebie jeszcze w szatni, gdy oboje szykowaliśmy się pod prysznic.
Stał naprzeciwko mnie z telefonem w ręku i przyglądał mi się. Czułem się skrępowany. Miałem już nawet zapytać o co chodzi, gdy ktoś inny wszedł do pomieszczenia. Koleś nie spuszczał ze mnie wzroku więc i ja wpatrywałem się w niego, nie ustępując speszeniu.

   Wieczorem podczas przeglądania Facebook-a, dostałem wiadomość do skrzynki "inne". Treść dziwna, a nadawca mi nieznany.
"Hey, czy zrobiłem ci coś? Patrzysz tak na mnie jakbym ci coś złego zrobił"
Nie miałem pojęcia o co chodzi. Kliknąłem w profil nadawcy i sprawa się wyjaśniła. Okazało się, że to ten szatyn z siłowni.
To chyba ja powinienem zadać to pytanie, pomyślałem
Odpisałem, że patrzę bo i on patrzy i wcale nie złowrogo.
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Można by rzec, że chłopak odpisał od razu.
Zorientowałem się, że wcale mu nie chodziło o sytuację z siłowni, tylko o to by mnie poznać.
Zatem po wyjaśnieniem sytuacji, od wiadomości do wiadomości dość płynnie przeszliśmy do zwyczajnej rozmowy, jakbyśmy się już dobrze znali.
Koleś od niedawna chodzi na siłownię. Przyznał również, że podoba mu się moja sylwetka. Zapytał czy nie mogli byśmy razem trenować.

     Z nowo poznanym kolegą umówiłem się na kolejny dzień. Muszę przyznać, że czułem się troszkę niezręcznie. W zasadzie nigdy wcześniej nie reagowałem na takie sytuacje; od czasu do czasu się zdarzały. Zaczepki przez internet, czy na ulicy.

      Nowy kolega stał z plecakiem na ramieniu, oparty o barierkę tuż przy głównym wejściu. Zauważył mnie już z oddali i uśmiechnął się.
-jestem Oskar, tak oficjalnie-podałem rękę
-a ja Marvin.
-mam pytanie. Wybacz za szczerość. Jak mnie znalazłeś na Facebook ?- musiałem o to zapytać, choć  Marvinowi było chyba niezręcznie odpowiadać, gdyż cały się zarumienił.
-spisałem twoje dane z karty z siłowni. Położyłeś ją na ławce, kiedy się przebierałeś.
-aha- sprytnie, pomyślałem i przypomniało mi się, że faktycznie stał naprzeciwko mnie z telefonem w reku.

      Miałem obawy co do tego spotkania. Owszem, dnia poprzedniego, pisząc już na luzie, wiedząc że  jesteśmy gejami, wyznaliśmy sobie, że mamy partnerów. Ja od ośmiu lat, Marvin od dziesięciu. Obawy dotyczyły tego, czy będziemy mieli o czym rozmawiać. Jak wspomniałem, sytuacja była mi obca. Obawy okazały się zupełnie niepotrzebne. Rozmawialiśmy jak starzy znajomi.

     Nim się spostrzegłem, czas treningu dobiegał końca. Oczywiście, umówiliśmy się na kolejne spotkanie w siłowni, a następnie każdy poszedł w swoją stronę.

     Młodszy o rok kolega okazał się nie tylko dobrze wyglądającym chłopakiem, ale również niezłym partnerem do rozmów. Nawet tych banalnych.

    Nim zdążyłem wejść do metra, dostałem wiadomość z podziękowaniem za dzisiejszy dzień. Pisał o swoim zadowoleniem z tego, że się poznaliśmy.
Byłem również zadowolony. Brakowało mi kogoś, z kim mógłbym w taki sposób spędzić czas. Kumpel do ćwiczeń i niezobowiązujące rozmowy.
Chociaż mieliśmy włączony tryb "przyjaciele", podczas naszego treningu przypatrywałem mu się.
W szczególności jego oczom. Duże i brązowe. Najbardziej lubię, jasne, ale te miały coś w sobie hipnotyzującego.

Następnego dnia, jak zawsze kilka minut po dziesiątej, Big wyszedł do pracy, żegnając się słowami
" OK. ja idę". Zostawił mnie przy stole ze śniadaniem.
Jeszcze przed południem wyszedłem na długi spacer z psem, zabierając książkę ze sobą. Dzień minął bardzo spokojnie, tak jak sobie zaplanowałem. W międzyczasie wymieniłem kilka wiadomości z Marvinem, który nie mógł doczekać się kolejnego spotkania.
Ja również i też tak napisałem.
Kolejny dzień, kolejny trening z nowym kolegą przebiegł podobnie jak pierwszy. Miła atmosfera, miłe pogawędki, miłe obejmowanie go spojrzeniem.
Chwilę przed tym, gdy mieliśmy się rozstać, Marvin zaproponował czy nie mogli byśmy spotkać się poza siłownią, na jakiś spacer czy kawę.
-Pewnie, że możemy. Mam do końca tygodnia wolne, może jutro ?-zaproponowałem
-ok, ale tak po południu bo do 14-tej jestem w pracy
-to do jutra, jeszcze się spiszemy.
-oki, to pa!
-pa!

Musiałem uciekać, bo zaraz miałem metro, a nie chciałem się spóźnić.
Jak zwykle, nie minęło pięć minut i dostałem wiadomość:
"Już się cieszę na nasze kolejne spotkanie"
"ja również"
Krótko odpowiedziałem, bo chciałem skupić się na książce. Intrygował mnie ten chłopak. Miałem wrażenie, że jest mną zauroczony. Każda jego wiadomość była przypieczętowana emotikonem z buziakiem. Mogło to znaczyć wszystko, ale też i nic.

      Rutyna poranka odhaczona. Śniadanie, spacer z psem. Tym razem jednak przełamana poranną wiadomością na Whats app:
"dzień dobry przyjacielu, dobrze spałeś ?"
"dzień dobry przyjacielu. Spałem dobrze, zjadłem śniadanie, byłem z psem, teraz leżę w fotelu i czytam. Co u Ciebie, jak w pracy ?"
"Spokojnie, już się cieszę z naszego spotkania. Może masz ochotę na spacer  w tym parku niedaleko siłowni? Jest piękna pogoda"- odpisał
"Pewnie, spotkajmy się przy głównym wejściu o 17-tej"

       Czekałem w umówionym miejscu kilka minut wcześniej. Pogoda faktycznie dopieszczała. Słonecznie, ale nie upalnie. Może z próżności, nie wiem, ale przed wyjściem starałem się dobrze wyglądać. Może podświadomie chciałem mu się spodobać.
Krótkie brązowe spodenki, granatowy t-shert i jak zawsze czarna skórzana opaska na lewym nadgarstku.
Szedł on. Czapeczka z daszkiem, krótkie szare spodenki i czarna koszulka.
-Witaj- zawołałem nim zdążył  podejść do mnie
-cześć- stanął i po chwili dodał-  możemy się objąć?- zapytał rozkładając ręce
-możemy- i złączyliśmy się w mocnym uścisku.

     Takie gesty nie są mi obce. Z wieloma przyjaciółmi tak się witam. Jednak Marvin w tym geście dodał coś więcej, tylko jeszcze nie wiedziałem co. Jakąś dwuznaczność.
A może to był tylko wytwór mojej wyobraźni ?

Idąc wzdłuż alejek, śmialiśmy się i rozmawialiśmy o banałach.
-Fajnie mi tak z tobą-rzekł
-mnie z tobą też. Dawno się tak z nikim dobrze nie bawiłem- odpowiedziałem
-miło mi to słyszeć. Ja również nie. A z moim chłopakiem nie układa mi się najlepiej. Nie śmiejemy się, nie żartujemy, a ostatnio odnoszę wrażenie, jakbyśmy unikali kontaktu- nagle wzięło go na wyznania. Totalna i natychmiastowa zmiana nastroju.

      Usiedliśmy na ławce. Zbliżała się godzina 18-sta. Miałem czas, on również. Siedzimy i rozmawiamy.
Wyrwani jakby z rzeczywistości. Jesteśmy my, jest opustoszały już park i cisza która wkradała się w dialog.
Oparł się o ławkę rozkładając ręce tak, że dłonią dotknął mojego ramienia. To był inny gest. Ten jeden. Odczułem w nim inność. Oparłem łokcie o kolana, podpierając dłońmi brodę. Wpatrywałem się przed siebie. Bez konkretnego punktu.
Marvin zmienił pozycję, przysunął się i wpatrywał we mnie wyczekująco.
Patrzyłem i ja.
We dwoje, w skupieni, w milczeniu, a w zamęcie myśli.
Jego szkliste oczy mówiły wszystko, a wręcz pytały ...  czy może?
Jeden mój ruch. Jeden ruch i ...



Część 2
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...