Translate

Poznajmy się :)

sobota, 23 września 2017

Hejt

Samotność

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   


     Kacper 14 letni samobójca. Takie informacje od pewnego czasu pojawiają się w mediach.
Mówią, że był ofiarą "hejtu" rówieśników w szkole. Ta sytuacja przypomina tą sprzed dwóch lat, gdy mówiło się o Dominiku również 14 latku, który odebrał sobie życie.(SAMOTNOŚĆ-mogło być inaczej )

    Lewicowe media rozpisują się, że Kacper, był gejem i stąd spotkał się z brakiem tolerancji w swoim środowisku. Piszą o homofobii i kompletnym braku przygotowania szkół na takiego rodzaju sytuacje. Prawicowe media piszą natomiast, że nie ma dowodów na hejt, i czy faktycznie młody chłopiec był gejem.

    Prawda jednak jest taka, że to czy Kacper był gejem, czy nie, tak naprawdę nie ma kompletnego znaczenia. To był młody chłopak, który widocznie nie potrafił odnaleźć się w tym świecie. To był młody chłopak, który miał problemy, a nikt nie potrafił mu pomóc.  To był młody chłopak, który , jak mówią media, był kolejną ofiarą przemocy i braku tolerancji w szkole.

    Orientacja seksualna jest jedną z częstych przyczyn prześladowań. Podobnie jak ubóstwo, otyłość, czy jakiekolwiek inne czynniki zewnętrzne, które wyróżniają się z większego grona. W tych czasach nie można się wyróżniać. Nie można być delikatniejszym czy wrażliwszym.
Nie trudno się nie zgodzić, że szkoły są kompletnie nieprzygotowane pod względem pedagogicznym. Dzisiejsze czasy, osoby publiczne, które są często wzorem dla młodzieży odbiegają od norm obyczajowych oraz ogólnego szacunku.
Nie okazuj uczuć, bo to wstyd, nie bądź wrażliwy, bo Cię zranią. Musisz mieć modny ciuch, czy gadżet, bo inaczej odstępujesz od reszty.

    Jak już kiedyś wspomniałem CZŁOWIEK, CZŁOWIEKOWI OBCY .
Warto rozpatrzeć też,  stronę oprawców. Oni są w jakimś stopniu skrzywdzeni. Ci, którzy krzywdzą, również potrzebują wsparcia i pomocy. Nikt widocznie ich nie nauczył szacunku, miłości, albo sami wcześniej padli ofiarami przemocy.

   Wielokrotnie na swoim blogu wspominam o tym, że warto być sobą. Być silnym i świadomym siebie człowiekiem. Nie chodzi mi o to by być zarozumiałym i zakochanym w sobie cynikiem. Chodzi o to, by być pewnym siebie i wiedzieć kim się jest. Znać swoją wartość, by nikt nie mógł poprzez słowa, przemoc nam tej wartości odebrać.
Nikt nie ma prawa nam ubliżać, nikt nie ma prawa nas dyskryminować z powodu orientacji seksualnej.
Może nie zmienimy wszystkich ludzi, może nie nauczymy ich empatii, ale może staniem się odporni na zadane nam ciosy, a kto wie czy nie staniemy się przykładem dla innych, słabszych.


JESTEŚ OFIARĄ HOMOFOBII
Tu znajdziesz pomoc: pomoc psychologiczna


Polecam do przeczytania:

KOCHAJ SIEBIE-ukryj siebie za maską
MOTYWACJA-MOJE JA!- bądźmy sobą, bo wszyscy inni są już zajęci
MOTYWACJA-LUBISZ BYĆ NIESZCZĘŚLIWY?-ocknąłem się.


niedziela, 17 września 2017

Samotność

Zaślepienie

gej opowiadania gej blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Bo nie wystarczy tylko patrzeć, 

Bo nie wystarczy tylko czekać. 
Samotność boli i płonie serce, 
I coraz szybciej czas ucieka. "
(Shazza-Pomóż)


      Moja przyjaciółka Ela postanowiła, że po prawie ośmiu latach pobyty w Niemczech wraca na stałe do Polski. Powód jest taki, że tu czuje się samotna. Fakt, że jest już po trzydziestce  wciąż nie ma partnera.

     Zastanawiam się jak to jest z tą samotnością? Robert nie potrafi ułożyć sobie z nikim życia, mój znajomy Zahir drugi raz rozstał się z swoim facetem i tym razem chyba definitywnie.
Ale przecież można, być w związku i czuć się samotnym. Ja tak czasem mam. Paradoksalnie.
Muszę przyznać, że chociaż zawsze zależało mi na tym,  by otaczać się ludźmi, to partnerstwo nie było jakimś wykładnikiem.
Lubię swoją samotność a w ostatnim czasie brakuje mi jej jeszcze bardziej. Stąd też, często uciekam od towarzystwa w miejsca gdzie jestem sam sobie.
Z tego co pamiętam, sięgając wstecz, zawsze tak było, już od najmłodszych lat.

     Ela wraca do ojczyzny z myślą, że tam kogoś pozna i uda jej się stworzyć rodzinę. Robert jakoś swoją samotnością się nie przejmuje, Zahir podobnie. Myślę, że jako singel również nie czuł bym się źle. Będąc w związku również ciepła można nie zaznać a więc na siłę szukać " drugie połówki" bo raźniej ?

    Czy nie lepiej byłoby samemu uczynić się szczęśliwym człowiekiem, a przez to człowiekiem interesującym? Stać się kimś, kto ma pasje, hobby. Kimś, kto dobrze czuje się sam w swoim towarzystwie?


     Efektem obsesyjnego szukania drugie połówki nie jest przypadkiem problem z samym sobą ?
Czy ludzie szukają  partnera z powodów egoistycznych ?
Często słyszymy " nie mogę żyć bez niego", " bez niego to już nic tak samo nie wygląda" itd.
Jakby tylko życie " we dwójkę" miało sens, a życie w pojedynkę w ogóle nie było być pełnym życiem.

     Zgadzam się, że miło jest z kimś dzielić chwile radosne a jeszcze milej jest, gdy jest ktoś w chwilach cierpienia nas przytuli, czy powie abyśmy się nie martwili, bo on jest z nami.
Tylko, czy zaślepieni pogonią za miłością nie gubimy życia, które nawet w pojedynkę może być piękne ?



piątek, 8 września 2017

Krypto-gej

Wychowywał się na konserwatywnej "polskiej wsi".Czy muszę mówić więcej ?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania
   



     Kilka dni temu zadzwonił do mnie mój znajomy z Polski. Zwyczajnie chciał pogadać.
Mariusz jest 29 letnim gejem. Obecnie mieszka w Poznaniu. Przeprowadził się tam ze względu na studia. Pochodzi z małej miejscowości z Województwa Wielkopolskiego.
Mateusza poznałem  około dwanaście lat temu.

     Poznaliśmy się na jednym z portali randkowych dla gejów. Miło nam się rozmawiało i od razu przeszliśmy na tryb przyjacielski. W tamtym czasie tematem przewodnim rozmów był nasz homoseksualizm.  Ja byłem na takim etapie, że wiedziałem kim jestem i akceptowałem to. Zresztą mój homoseksualizm nigdy mi nie przeszkadzał i nie był źródłem problemów. Z Mariuszem było natomiast inaczej. Chociaż oboje pochodzimy z małej miejscowości to jednak jego strach przed byciem gejem był mocno zakorzeniony.

Co ludzie powiedzą ? Przecież tak nie da się żyć ?  Rodzina nie zaakceptuje geja, jak im to powiedzieć ?
Padały te i masę innych pytań.
Myślę, że większość z nas ma podobne wątpliwości w okresie dojrzewania.
Problem moim zdaniem jest wtedy, kiedy z odpowiedzią na podobne pytania nie radzimy sobie, gdy jesteśmy już dorośli.

    Jak już wspomniałem, zaakceptowałem to kim jestem bez większego problemu. Mieszkałem wtedy w małej miejscowości, gdzie każdy sąsiad każdego znał. Gdy uświadomiłem sobie, że jestem gejem oraz to, że różnię się od moich rówieśników, zdecydowałem się zmienić moje życie.
    Zdałem sobie sprawę, że "moi obecni znajomi" mogą mieć problem z akceptacją mojej osoby. Wiedziałem, że problem nie leży we mnie, ale w podejściu tych ludzi. Wiedziałem również, że nie jestem jedyny w tym świecie, że gdzieś są ludzie podobni do mnie, albo przynajmniej tacy, którym jest to obojętne czy jestem gejem, czy nie. Będą na mnie patrzeć jak na człowieka. Poprzez moje czyny, a nie orientację.
Stopniowo zmieniałem swoje środowisko. Doszedłem do tego momentu, że dziś mam 31 lat jestem wyautowany przed moją rodziną. Mieszkam z moim chłopakiem. Poznaję nowych ludzi, przed którymi nie ukrywam się z tym, że jestem gejem. W końcu brak akceptacji ze strony ludzi to nie mój problem. Jestem szczęśliwy będąc, tym kim jestem.

     Wracając do rozmowy z Mariuszem. Chłopak nie umie ułożyć sobie życia z nikim. Jego związki trwają zaledwie po kilka tygodni. Wszystko owiane tajemnicą. Nie dokonał coming out-u przed rodziną, co jestem w stanie jeszcze zrozumieć, aczkolwiek nie pojmuję już tego, że nie zamierza tego zrobić, bo mu wstyd. Podczas rozmowy z  owym kolegą od razu można wywnioskować, że ma kompleks bycia sobą. Wychowywał się na konserwatywnej "polskiej wsi".
Czy muszę mówić więcej ?
      Jest pełen podziwu dla tego jak żyję, a z drugiej strony wciąż powtarza, że to nie dla niego. Trzeba zachowywać się męsko, by nikt nie miał wątpliwości co do jego orientacji. Nie wyobraża sobie zamieszkać z partnerem. W ostatniej rozmowie powiedział, że zastanawia się na tym, czy nie dać ogłoszenia w internecie, że jest gejem i szuka lesbijki do fikcyjnego związku. Ślub, mieszkanie, dom, dzieci.
Zapytałem go, czy jest w stanie dać początek nowemu życiu, stworzyć drugiego człowieka by przykryć siebie?
Jedyne co mi odpowiedział to "Oskar, tobie łatwo mówić". Nie wiem czy łatwo. Zwyczajnie nie mam problemów ze sobą.

     W życiu nauczyłem się korzystania z rad ludzi mądrych i otwartych. Nauczyłem się wyłapywać takich ludzi i wyodrębniać to co dobre, a co złe. Wiedziałem, że to co dobre i miłe nigdy nie przejawia się przez agresję i złość.

     Nie chciałbym oceniać jego postawy, przecież każdy z nas jest inny. Na każdego z nas działały inne bodźce w życiu. Ale w pewien sposób próbowałem przekonać go, że to nie jest dobry pomysł. Taka rodzina nie ma racji istnienia. Prędzej czy później to się zepsuje. A co z dzieckiem, które przyszłoby na świat ? Dzieckiem, które miało być tylko przykrywką ?

    Rozmawiam z wieloma młodymi gejami, czy po prostu z tymi, którzy boją się żyć własnym życiem.
Pryzmat rodziny, miejsca zamieszkania (środowisko) czy kwestie religijne. Nie wiem czy jest sens w jakiejkolwiek sytuacji zastanawiać się nad tym, czy warto być sobą!
Wiecznie się ukrywać? Czy w takiej sytuacji nie lepiej zmienić otoczenia?
Ludziom, którzy mają problemy z osobami homoseksualnymi, tym którzy krzyczą "Normalna rodzina to chłopak i dziewczyna" mówię "tak, masz rację, to jest normalna rodzina, czy twierdze inaczej ?". Tym którzy bronią swego zdania poprzez religię, odpowiadam " Jestem człowiekiem stworzonym na obraz i podobieństwo Pana, jestem taki jak On".

    Nie musimy i nie mamy obowiązku żyć tak, by zadowalać innych. Każdy ma swoje życie, każdy ma prawo do swoich wyborów. Jeżeli ktoś zarzuci Ci, że nie zaakceptuje tego, że jesteś gejem, bez względu na to, czy jest to któryś z rodziców, czy znajomych, w takim razie, ty masz takie samo prawo powiedzieć, że nie akceptujesz tego, że np. jest wysoki czy niski. Zarówno z jego strony, jak i z Twojej, możliwość spełnienia oczekiwań jest niemożliwa. Jedynym wyjściem jest akceptacja siebie.

    Wayne W. Dyer w swojej książce POKOCHAJ SIEBIE, powiedział "Wybór polega na zdecydowaniu, czy wybierasz osobistą wolność, czy też wolisz pozostać w sidłach oczekiwań jakie stawiają ci inni"
Pamiętajmy o tym, że żyje się tylko raz. I choć to prawda powtarzana przez większość, to zaledwie mniejszość potrafi się do tego dostosować.
Masz swoje życie, ono jest Twoje, a więc żyj, kochaj i bądź szczęśliwy...




niedziela, 27 sierpnia 2017

Zdobywcy oddechu

Przemysław Piotr Kłosowicz

Oskar Gej blog, gejowski blog
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



"Warto cokolwiek! W życiu warto cokolwiek, choćby chodzić i oddychać, sięgać po coś z półki albo siedzieć na krześle w kuchni i wpatrywać się w okno. Byle być, bo za chwilę może się okazać, że jestem po coś" *


    Książka trafiła w moje ręce gdy przypadkiem znalazłem kilka cytatów w internecie. To one zachęciły mnie do jej kupna.
Już pierwsze zdanie (powyższy cytat *) wywarło na mnie pozytywne wrażenie, a pierwsze minuty, spędzone przy tej powieści, utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie będzie to łatwa podróż. Niełatwa, ale przyjemna.

    "Zdobywcy oddechu" to dość specyficznie napisana powieść.  Przemysław Piotr Kłosowicz bawi się słowami i metaforami.
Chociaż książkę polecam każdemu, to jednak zdaję sobie sprawę, że to pozycja nie dla każdego.
Sarkastyczna, pełna niebanalnych metafor i czarnego humoru. Bywa wręcz bezwzględna. Autor nie przebierał w słowach. Muszę przyznać, że ta książka jest dość odważna na swój sposób.
Przypuszczam, że znajdą się ludzie, którym gra słów może się nie spodobać, tak samo jak mogą czuć się urażeni użytymi porównaniami i przenośniami.
"Zdobywcy oddechu" to propozycja dla ludzi, którzy wyzbyli się stereotypów, uprzedzeń i podchodzą do życia z dystansem.
Kolejną cechą charakterystyczną jest płynne przeskakiwanie tematyczne.

    Przemysław Piotra Kłosowicz w swoim debiucie literackim porusza wiele trudnych tematów.
Miłość (a raczej jej brak), kompleksy czy brak perspektywy na życie.
Wszystko jest opisane najczęściej w przemyśleniach i wewnętrznych monologach bohaterów.

    "Zdobywcy oddechu" to opowieść o trzech mężczyznach mieszkających w Krakowie.
Trzech bohaterów łączy nie tylko miejsce zamieszkania, ale pesymizm i brak jasnych perspektyw na przyszłość.

Wiktor to pierwszy z bohaterów, którego poznajemy. Dojrzały facet po czterdziestce, który chciał zostać pisarzem. Los tak pokierował jego życiem, że nie do końca jest z tego stanu sytuacji zadowolony. Zmaga się z depresją, chorobą syna, oraz oziębieniem relacji z żoną.
Zajęty pracą, pędem dnia codziennego traci jakby część samego siebie.
"Wszystko gra. Wszystko to gra, udawanie zadowolenia z życia. Ludzie widzą jedną z wielu masek, uśmiech numer sześć. A w mojej głowie cisza, spokój. I nawet nie ma tam miejsca dla mnie".*

Piotr, młody homoseksualista, który uciekł z prowincji do większego miasta. Wciąż w ukryciu przed rodziną, za to przed samym sobą już nie. Wie, czego chce. Chce miłości, tej drugiej połówki nie tylko do łóżka, ale przede wszystkim do życia. Aczkolwiek wciąż powraca myślami do chłopaka, z którym łączą go już tylko wspomnienia. Swoje życie i refleksje dzieli ze swoją przyjaciółką Leną, która również podziela jego los " osoby do wzięcia".
"Coś umarło przecież na zawsze. Jestem w żałobie. Nie dostrzegam dobra, na oczach mam czarny woal smutku".*

Zbigniew, z jednej strony pozytywnie nastawiony człowiek do życia, a z drugiej jakby pretensjonalnie. Czuje, że nie pasuje do otoczenia. Zakompleksiony zmagający się z brakiem samoakceptacji oraz żyjący w cieniu przystojnego przyjaciela. Marzy o wielkiej miłości.
"(...) Patrzą i myślą, że lepiej byłoby, gdyby matka poroniła mnie w pierwszym trymestrze ciąży. Tak wiem, że mam aparycję chłopca z filmów familijnych, tego, któremu nic nigdy nie wychodzi i potyka się o sznurówki, nawet wtedy, gdy na nogach ma buty na rzepy".*

    Problemy bohaterów powieści mogą dotykać każdego z nas. Stąd też z wieloma sytuacjami łatwo się utożsamić. Można by stwierdzić, że będzie to podróż przez mękę, ból i cierpienie, gdyż każdy z bohaterów jest niezadowolony z tego jak toczy się jego życie. Każda myśl jest pesymistyczna.
Tymczasem książka wprowadza czytelnika w pozytywny nastrój już od pierwszego zdania.
Pomimo problemów opisanych przekaz jest bardzo entuzjastyczny. Sposób w jaki autor łączy słowa w zdania, w jak sprytny i lotny sposób używa  metafor sprawił, że niejednokrotnie wybuchnąłem śmiechem.

     "Zdobywcy oddechu" to książką, która nie tylko zabiera nas w inny świat, pozwala nam odetchnąć od naszego życia, ale zmusza do refleksji nad nami samymi. Każe zastanowić się czy jesteśmy zadowoleni z tego jak żyjemy i czy czasem nie podzielamy losu bohaterów, którzy... no własnie ... powinni zdobyć się na oddech.




źródło- Facebook

Przemysław Piotr Kłosowicz  (ur. 1987 r.)
Pochodzi z gminy Jedlicze. Ukończył pedagogikę społeczno-opiekuńczą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Mieszka i pracuje w Krakowie. "Zdobywcy oddechu" to jego debiut literacki.

Zapraszam na oficjalną stronę internetową autora
przemyslawpiotrklosowicz.com








*cytaty pochodzą z  książki "Zdobywcy oddechu"

niedziela, 13 sierpnia 2017

Bezgłos

Czy ty mnie kochasz?

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania





"Was hat uns zusammengeführt

Warum hast du mein Herz berührt
Mit welcher Welle sind wir gekomen
Auf welchem Boden werden wir gehen"
                                   (NENA-Freiheit)

"Co nas razem połączyło
Dlaczego poruszyłeś moim sercem
Z jakimi falami przybyliśmy
Po jakim gruncie będziemy chodzić"
                          (tłumaczenie własne)



       Umówiłem się z Marvinem, że będę na niego czekał w centrum. Miał tam przyjść prosto z pracy. Nie poinformowałem go o moim planie. Zostawiłem mu tylko wiadomość  "Znajdziesz dla mnie czas o 19-stej ?".
Odpisał i dopytywał się o co chodzi. Nie wytłumaczyłem mu.
Ubrany w koszulę, jeansy, czekałem przy stacji metra.
Jego mina mówiła więcej niż mógłby to wyrazić słowami. Zdenerwowanie, niepewność miał wypisane na twarzy. Im bliżej podchodził, tym wyraźniej zaskoczenie na jego twarzy zmieniało się w ulgę. Bo jak sam wspomniał, spodziewał się najgorszego po takiej mojej wiadomości ... ale po moim wyglądzie już nie.

-Zapraszam cię na kolację - szepnąłem mu do ucha trzymając go jeszcze w ramionach.
 Wyglądał jakby miał się rozpłynąć. Szeroki uśmiech i onieśmielone spojrzenie.
-Zaskoczyłeś mnie -wypowiedział swoim lekko piskliwym głosem i przytulił mnie mocniej, niż za pierwszym razem - Jesteś niemożliwy - dodał.

     W drodze do włoskiej restauracji  mierzył mnie wzrokiem. Miałem wrażenie, jakby mnie kosztował, kawałek po kawałku. Chciałem zrobić na nim wrażenie, wyglądem i moim zaproszeniem. Udało mi się.

      Następnego dnia wybraliśmy się do parku. Pogoda, podobnie jak dnia poprzedniego, dopisała.
Leżeliśmy sobie na kocu, czytaliśmy, rozmawialiśmy. A w momentach, w których nie było naocznych świadków, całowaliśmy się.
Czułem się jak zakochany nastolatek ...  i też tak się zachowywaliśmy. Tak oto spędziliśmy całe popołudnie. Czas nie grał roli, z czasem i naoczni świadkowie przestali nas krępować, gdy szliśmy przez park do przystanku autobusowego, trzymając się za ręce.

   Nie wiem co nas połączyło, Marvin mówi, że to przeznaczenie. Ot tak się zobaczyliśmy, kilka razy na siłowni. Wiadomo szczęściu trzeba pomóc, on to zrobił, pisząc do mnie. Dlaczego tak bardzo poruszył moim sercem? Mocniej niż inni przypadkowo poznani, ci którzy chcieli czegoś więcej, a ja nie chciałem im dać nic poza "bądźmy przyjaciółmi"?
     Co nas pcha ku sobie? Co nas łączy? Sympatia, miłość, podobieństwo?
Nie mamy gruntu, po którym byśmy wspólnie stąpali. Nasz związek jest jak z kart. Kruchy i niestabilny. Wystarczy jeden podmuch wiatru i runiemy w dół. Żyjemy w cieniu nas samych.

     Nie potrafiliśmy odpowiedzieć sobie na te i kilka innych pytań. Romantyczne popołudnie skończyło się na chodniku w centrum, gdzie się rozstaliśmy. Skończyło się wieloma pytaniami, setkami myśli i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi.
Rozstaliśmy się w innych nastrojach niż te, które nam towarzyszyły przez cały dzień.

     Ja pierdole, pomyślałem i wypowiedziałem na głos, podczas wspólnego wieczoru z Bigem przed telewizorem. Tak wulgarnie pomyślałem, bo dostałem wiadomość od Marvina, na którą inaczej zareagować nie umiałem.
"Bardzo mi przykro, ale po tym dzisiejszym dniu, i tej szczególnej rozmowie, było mi bardzo źle. Nie mogłem tego nacisku dłużej wytrzymać. Opowiedziałem swojemu chłopakowi o nas......"

    W tym momencie zamarłem. Co miałem zrobić? Musiałem zachować kamienną twarz.
"co?" nic więcej mi do głowy nie przyszło, wysłałem
"Marvin co teraz z wami będzie ? Jak mogłeś to zrobić nie informując mnie wcześniej"

Telefon, a raczej Marvin, nie odpowiadał. Był nieaktywny, a raczej nie online. Nie odczytał moich wiadomości. Kurwa, kurwa, kurwa....

Następnego dnia zadzwoniłem do Roberta.
-Masakra, i co teraz zrobisz?
-Nie wiem, nic do mnie jeszcze nie napisał -  nadal nie miałem żadnych informacji od Marvina, co mnie martwiło.
-Współczuję mu,bo czuję się jak ty, rozdwojony.
-Czuję się winny. Nie powinienem pozwolić na to wszystko. Chociaż jest tak pięknie między nami.
Ja pierdole, rozjebałem mu życie.
-Współczuję ci ...

     Słowa przyjaciela niewiele zmieniły, bo co mogły zmienić?  Sytuacja jest jaka jest i sam muszę sobie z tym poradzić. Rozczulać się nad sobą też nie zamierzałem. Unikam takich zachowań.

     Z Marvinem udało mi się nawiązać kontakt dopiero wieczorem. Spotkaliśmy się jeszcze tego samego dnia w parku, tam gdzie zawsze.
Bałem się. Nie wiedziałem co mnie czeka.
Jak nigdy, nie wiedziałem co zrobić. Mam prawo go przytulić? - myślałem gdy podchodził do mnie- podać rękę?
Marvin chociaż próbował zachowywać się normalnie, na twarzy miał wypisany lęk.

-Jesteś na mnie zły?- zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie, nie mogę być zły- chciałem mu powiedzieć: przecież to twoje życie, ale on nie lubi gdy tak mówię. Milczałem.
-Oskar, musiałem to zrobić. Ja znam swoje uczucia i jestem ich pewien. Carsten nie zasłużył sobie na to, bym go tak traktował.

Miał rację. Żaden z naszych partnerów nie zasłużył sobie na to, co robiliśmy za ich plecami. Nie miałem nic do powiedzenia. Siedziałem na ławce i pozwoliłem mu mówić.

-Oskar, kiedy wróciłem do domu, Carsten od razu zadawał pytania, gdzie byłem i z kim? Nie pozwolił mi na kłamstwa, dodając, że nawet pachnę innym facetem. A ja dłużej już tak nie mogłem.
- Rozumiem...- odpowiedziałem.
- Powiedziałem, że ma rację i że od dwóch miesięcy spotykam się z kimś- kontynuował- zapytał mnie również czy go kocham, tzn ciebie, odpowiedziałem, że tak, po czym on zapytał czy ty mnie kochasz. Odpowiedziałem, że nie wiem.

Rozstali się.




niedziela, 30 lipca 2017

Historie o gejach

Miłość powszednieje

oskar, gej w mieście
Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



      Choć dzień zaczął się nieszczególnie, po prostu zwyczajnie, to nadzwyczajnie dobrze się czuję.
Piękny mam kawałek dnia. Tego mi brakowało.
Samotność, natura, słońce i książka.

      Piękna aura zieleni, lasu, śpiewu ptaków... i stworzona przez Przemysława Piotra Kłosowicza historia o trzech mieszkańcach Krakowa.  Historia, w którą mogłem się zanurzyć.
Pomyślałem sobie, że przy takim zanurzaniu trzeba uważać. Czasem można utonąć w czyjejś historii, a może trzeba by było zacząć tworzyć własną ?

     Wybrałem się do parku. Innego niż zawsze, i na innej ławce, niż zawsze, spędzałem czas.
Potrzebowałem ciszy i spokoju. W moim ulubionym parku bym tego nie zaznał. Zbyt dużo ludzi i zbyt dużo znajomych.
Planowałem zrobić sobie przerwę od książek, które ostatnio czytałem jedną za drugą. Wiesław Myśliwski, WM. Paul Young i w końcu Robert Setthaler, którego "Całe życie" pochłonąłem na lotnisku w Gdańsku, czekając na samolot powrotny do domu.
      Z kilku książek, które stoją na półce jeszcze nieprzeczytane np. "Central Park","Ślepnąc od świateł", czy "Cień wiatru" skusiłem się na "Zdobywcy oddechu" P.P. Kłosowicza.

      Opowieść o trzech "młodych" chłopakach, różnych pod każdym względem, a jednak mających ze sobą coś wspólnego...
    Jak wspomniałem, miałem nic nie czytać, by zająć się chociażby swoją "książką", w której utknąłem  w scenie szczęśliwego związku Oskara (głównego bohatera) oraz Marka (jego jedynej miłości).
    Chłopaki się poznali, spędzili wspaniały wieczór w dyskotece, upojną noc w domu Marka i co dalej ?
Nie mam pomysłu na ich związek. Tak jakby miłość była banalna, powszednia.
A może tak jest, może miłość jest powszednia ?

"Nie potrafisz tęsknić do miłości, bo ona za szybko powszedniej, a przecież ciekawsze jest to, co nieodkryte. Byłem nowością, ciekawostką, ale nikt nie jest na tyle skomplikowany, by zatrzymać cię na dłużej".*


Co ja o tym wiem? A może własnie wiem!

     Z Bigem osiem lat, dzień po dniu. Z Marvinem już prawie dwa miesiące razem. Razem, a jakby osobno. Bo Marvin jest jakby tym drugim. Ja natomiast jestem już tym pierwszym, dla którego zostawi swoją przeszłość, chłopaka i będzie budował przyszłość. Tak mówi... że tak może zrobić. Tymczasem czeka, aż ja się ustosunkuję.
 A ja już naprawdę nie wiem, czy poza stosunkiem chce się do niego ustosunkowywać. A jakoś też zostawić go nie umiem...
     Mam sobie wszystko poukładać, ale bez pośpiechu. Staramy się o tym nie mówić, by nie psuć atmosfery spotkań. Oboje kogoś mamy i taki jest fakt.
Spotykamy się regularnie, całujemy się regularnie. Wszystko robimy regularnie.
Mimo to, często myślę sobie, że powinienem go zostawić, że powiem mu to na kolejnym spotkaniu.
Na kolejnym spotkaniu i tak tego mu nie mówię. Nie umiem. Jest uroczy, a ja za bardzo w niego wpatrzony.

      W chwilach wolnych jak ta, uciekam od zgiełku ludzkich twarzy w samotność. By nabrać dystansu, a w gruncie rzeczy po to, by uświadomić sobie, że choć lubię tę swoja samotność to tego zgiełku ludzi jednak mi brakuje.

     W ostatnią sobotę spotkałem się z Robertem. U niego kilka drinków, a potem kilka kolejnych w naszym  gejowskim klubie. Robert jakiś dziwny mi się wydawał. W pewnym momencie siedziałem przy tym stole w pokoju, on coś mówił, miałem wrażenie, jakby sam nie wiedział co. Tak jakby zaczynał jedno zdanie, a koniec dodawał z innego. Bawił się telefonem, bo przecież na PLANETAROMEO są fajni koledzy. Porozbierani, najczęściej od pasa w dół, jakby wstydzili się twarz pokazać.
     Co za paradoks dzisiejszych czasów, pomyślałem sobie. Nie wstyd pokazać fiuta, ale twarz już tak. Łatwiej umówić się z kimś na seks w parku, szybką laskę w kiblu galerii handlowej, niż na przysłowiową kawę.
      Patrzyłem na niego, słuchałem go. Gdy ja coś mówiłem, widziałem, że starał się poprawnie odpowiadać. Prawie jak na klasówce w szkole. Ciekawe czy też pod stołem miał przygotowaną ściągę z gotowymi odpowiedziami. Nie zaglądałem. On natomiast zaglądał na zmianę do telefonu i szklanki z drinkiem.

     Dotarliśmy do klubu. Wiele się zmieniło. Zabrali miejsce do tańczenia na rzecz kilku stolików i krzeseł. Mały obskurny gejowski klub stał się jeszcze mniejszym obskurnym gejowskim klubem.
Ale cóż, pozostajemy tam. Nie mamy wyjścia. Miasto z grubo ponad 500 000 liczbą ludności i jeden gejowski klub. Tak jak Robert przestał wydawać się już dziwny, tak ten klub zaczął.
Przyszedł też Marvin, jak zresztą zapowiedział. On nie wydawał mi się dziwny. On wydawał mi się śliczny.

"Podobno musiał sobie wiele rzeczy poukładać. Nie obchodziło mnie, czy w życiu, czy na półkach, wierzyłem, że gdy już poustawia tak, jak chce, wróci do mnie".*

     Ja również zastanawiałem się nad tym, czy nie powinienem (tak już na serio) sobie w moim sercu poukładać. Aczkolwiek, z drugiej strony, jeśli serce ma dwie komory, to może moje uczucia są całkiem normalne?
A może warto dojrzeć do tego, by nie robić bałaganu...




*(Zdobywcy oddechu P.P. Kłosowicz)

źródło/Facebook P.P Kłosowicz



wtorek, 18 lipca 2017

Ale kto ?

Tak bardzo bym chciał...

Zdjęcie: Opracowanie własne, zakaz kopiowania



O właśnie! Tak bardzo bym chciał, po prostu móc.
Tak zwyczajnie móc pozwolić sobie,
tak zwyczajnie pójść w dół.

Tak zwyczajnie roztopić się jak marcowy śnieg.
Tak bardzo bym chciał zwyczajnie móc.
Tak zwyczajnie móc, to czy tamto.
Tak zapaść się, może w muł ?

Tak zwyczajnie móc czuć, że jesteś tu.
Tak zwyczajnie, tak normalnie i po ludzku
rozpadać się.
Ale wiedząc, wiedząc, że jesteś tu.

Tak zwyczajnie móc rozpłakać się.
Tak zwyczajnie, bo mam czasem po co.
Tak bardzo bym chciał, o własnie,
tak bardzo bym chciał, abyś mnie pozbierał.

Tak bardzo bym chciał, a nie mogę.
Nie mogę, nie umiem.
No kurwa nie mogę.
A tak bardzo bym chciał.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...